Tagi

Kościół  – Europa numer 13(18) 2003

Z profesorem Eugeniuszem Sakowiczem, teologiem, religioznawcą, specjalistą w dziedzinie dialogu chrześcijańsko – muzułmańskiego rozmawia Michał Góra.

MICHAŁ GÓRA  –  Jaki jest stosunek muzułmanów do Europy? Chodzi mi o historyczny kontekst oceny Europy, ale jeszcze bardziej o współczesny pryzmat tej oceny.

EUGENIUSZ SAKOWICZ – Stosunek muzułmanów do Europy jest ambiwalentny. Muzułmanie od kilku pokoleń mieszkający w Europie czują się tu jak u siebie w domu. Europa jest ich przestrzenią życia, pracy, aktywności. Tu mają swoje domy, rodziny, meczety, swoje miejsca pracy, swoje cmentarze. Tu rodzą się i umierają.
Muzułmanie zaś z poza Europy postrzegają ją jako przestrzeń obcą, gdzie prawo Boże jest lekceważone, łamane, bądź po prostu nieznane. Nurty fundamentalistyczne (które stanowią zaledwie kilka procent całego świata islamu) uważają, że Europa jest pod wielkim wpływem Ameryki, postrzeganej z kolei przez nich jak źródło wszelkiego zła. Nie ma jakiegoś jednego obrazu Europy w oczach, w świadomości wyznawców Allaha. Wielu muzułmanów przypomina Europejczykom, iż początek cywilizacji europejskiej nie tylko wyznacza chrześcijaństwo oraz judaizm, ale również islam, z całym bogactwem kultury, nauki, filozofii. Europejczycy pamiętają jedynie o ekspansjach takiego czy innego imperium islamskiego na ziemie europejskiego kontynentu.
W ocenie sądów wyznawców islamu o Europie odróżnić należy opinie polityków świata arabsko – muzułmańskiego od opinii prostych ludzi nie mających nic a nic do czynienia z taktyką polityczną. Obecnie muzułmanie są świadomi istniejącej wyższości technologicznej Zachodu nad ich cywilizacją, chociaż nie zawsze to wypowiadają. Są jednakże przekonani o religijnym, moralnym, egzystencjalnym zagubieniu Europejczyków.

M.G. – Dialog z islamem czy raczej dialog z muzułmanami? Katolicyzm posiada odpowiednie struktury, stanowiące organy centralne Kościoła. Islam ich w takiej postaci nie posiada. Czy więc dialog ze wspólnotami muzułmańskimi może zaowocować uniwersalnymi uzgodnieniami?

E.S. – Kościół od czasu Soboru Watykańskiego II (1962 – 1965), który był zgromadzeniem wszystkich katolickich biskupów świata opowiedział się za dialogiem międzyreligijnym jako priorytetem swojej apostolskiej i pasterskiej posługi. Dialog z każdą religią, a zatem również dialog z islamem, jest częścią misji ewangelizacyjnej Kościoła. Kościół prowadzi dialog ponieważ głosi Jezusa Chrystusa jako Jedynego Zbawiciela świata. Pragnę w tym miejscu zaznaczyć, iż nie wszyscy katolicy z wypowiedzianą przeze mnie argumentacją się zgadzają. Ci, którzy nie znają dokumentów Kościoła, bądź je ignorują, przeczą tej teologicznej argumentacji dialogu. Takich kontestatorów nauki Kościoła można spotkać również w „pobożnej Polsce”.
Kościół rzymsko – katolicki jest formalnie (organizacyjnie) oraz merytorycznie przygotowany do dialogu jak żadna inna społeczność religijna, jak żadna religia. Co więcej, słusznie Pan zauważa, że Kościół posiada odpowiednie struktury, których nie ma w innych religiach. Konkretny katolik może nie otaczać sympatią muzułmanów, ale przecież życzliwości do wiernych Allaha uczy papież, który jest najwyższym autorytetem tych, co przyznają się do przynależności do kościoła. Jan Paweł II – Polak, pochodzący z „państwa bez stosów”, wielokrotnie wypowiedział się o pozytywnych wartościach islamu. Trzeba wskazać również na argumentację biblijną, a zatem mającą autorytet samego Boga. Przykazanie miłości bliźniego ma uniwersalistyczne odniesienie. Bliźnim chrześcijanina jest muzułmanin (Szkoda, że ten drugi tak nie myśli). Nie ma zatem alternatywy dla miłości, którą chrześcijanin powinien obdarzać i otaczać każdego muzułmanina. Jeżeli ktoś uważa inaczej po prostu nie jest chrześcijaninem, nawet gdyby na wszystkich rogach ulic wykrzykiwał, iż jest „pobożniejszy od papieża”.
Islam, który pielęgnuje solidarność religijną, którego wierni troszczą się o wspólnotowy wymiar swojej religii, nie ma – od czasu upadku kalifatu w Turcji w latach dwudziestych XX wieku – zwierzchniej władzy, która miałaby władzę duchową nad wszystkimi muzułmanami. Oznacza to również, iż nikt z imamów, muftich, ajatollahów, gdziekolwiek by żyli na świecie, nie ma prawa, bo nie ma mandatu, aby wypowiadać się w imieniu wszystkich muzułmanów i by ich np. Nawoływać do świętej wojny. Nawet jeśli jacyś przywódcy społeczności islamskiej tak czynią, to po prostu manipulują swoją religią. Kościół w gruncie rzeczy winien prowadzić dialog z wszelkimi (wszystkimi) społecznościami islamu, z każdym imamem, co po ludzku rzecz biorąc jest niewykonalne. Dialog utrudniony jest przekonaniem muzułmanów, którzy  uważają iż chrześcijaństwo zdradziło prawdziwą Ewangelię, uznawaną w wersji pierwotnej przez islam. Chrześcijanie – twierdzą – zafałszowali bowiem orędzie proroka Jezusa, który żadną miarą nie był Bogiem, lecz tylko człowiekiem przygotowującym drogę największemu spośród ludzi Prorokowi – Mahometowi.
Wobec powyższego muzułmanie twierdzą, iż jakikolwiek dialog doktrynalny nie ma sensu. Owszem, uważają europejscy muzułmanie, ma sens dialog, którego tematem byłyby takie problemy i zagadnienia jak: pokój, prawa człowieka, jego wolność, prawo do własności, do godnego życia, do posiadania własności itd
Z całą stanowczością należy stwierdzić, iż chrześcijaństwo i islam nie zadekretują jakiś wspólnych doktrynalnych uzgodnień. Chrześcijanie już od blisko czterdziestu lat twierdzą, iż Bóg ich i Bóg muzułmanów to ten sam Bóg. Muzułmanie tej deklaracji nie rozumieją. Gdyby wypowiedzieli to samo zdanie, to po prostu wyraziliby wiarę w Boga w Trójcy Jedynego, a to z kolei oznaczałoby odwrócenie się od czystego monoteizmu, za którego wyznawców muzułmanie uważają tylko siebie.
Jest natomiast szansa na consensus na płaszczyźnie antropologicznej, czemu chrześcijanie i muzułmanie – dzieci Abrahama – dają zgodne świadectwo w czasie międzynarodowych konferencji poświęconych problematyce demograficznej, tematowi kobiety, rodzinie. Muzułmanie i chrześcijanie solidarnie występują przeciwko aborcji. Uważają, że rządy żadnych państw nie mogą ingerować w  wolność małżonków, którzy sami mają decydować o liczbie zrodzonych przez siebie dzieci. Występują przeciwko antykoncepcji, w tym antykoncepcji propagowanej przez niektóre państwa jako wielkie „przedsięwzięcie” polityczne, mające na celu regulację narodzin w określonych miejscach świata. Zaniepokojeni są pornografią oraz stanowczo sprzeciwiają się prostytucji.

M. G. – Jakie „wspólne mianowniki” można wyszczególnić w relacjach chrześcijańsko – islamskich?

E. S. – Na owe „wspólne mianowniki” wskazuje wspomniany Sobór Watykański II w Deklaracji „Nostra aetate”. Podkreślę wyraźnie, iż wypowiedź Ojców Soboru nie była uzgadniana z muzułmanami, a zatem stwierdzenie o niesprawdzalności doktryn obu religii do jakiegoś :wspólnego mianownika” jest aktualne. Kościół wyraził swoją opinię o doktrynie islamu. Islam nigdy podobnego dokumentu nie ogłosił. W deklaracji o stosunku do religii niechrześcijańskich Sobór wspomniał Maryję, którą czczą muzułmanie. Owszem, jest to prawdą. Ale prawdą jest również, iż nazywanie Maryi przez chrześcijan Matką Bożą jest wg muzułmanów bałwochwalstwem. Podobnie Sobór wspomniał, iż Jezus czczony jest jako prorok. To również jest prawdą, ale prawdą jest także i to że określanie Jezusa jako Syn Boży, jest „przydawaniem Bogu towarzysza”, co według doktryny islamu jest najcięższym grzechem jaki popełnić może człowiek. Owe „wspólne mianowniki” zarówno łączą, jak i dzielą dwie religie, które roszczą sobie prawo do bycia religią jedynie prawdziwą i w pełni objawioną. Pozwólmy oddać sobie głos ojcom Soboru Watykańskiego II, którzy wraz z papieżem Pawłem VI wyrazili opinię wszystkich katolików. W punkcie trzecim tej Deklaracji czytamy: „Kościół spogląda z szacunkiem również na muzułmanów, czcicieli jedynego Boga, żyjącego i samoistnego, miłosiernego i wszechmocnego, Stworzyciela nieba i ziemi, który przemówił do ludzi. Starają się również poddawać z całej duszy Jego ukrytym postanowieniom, tak jak poddał się Bogu Abraham, do którego islamska wiara chętnie się odwołuje. Jezusa wprawdzie nie uznają za Boga, czczą Go jednak jako proroka, a Jego dziewiczą matkę, Maryję, darzą szacunkiem i niekiedy pobożnie Ją wzywają. Oczekują nadto dnia sądu, kiedy Bóg odda zapłatę wszystkim wskrzeszonym ludziom. Dlatego też cenią życie moralne i czczą Boga szczególnie przez modlitwę, jałmużnę i post. Nawet jeżeli w ciągu wieków powstawały między chrześcijanami a muzułmanami liczne spory i uczucia wrogości, święty Sobór zachęca wszystkich, aby zapominając o tym, co było, czynił szczere wysiłki zmierzające do wzajemnego zrozumienia i dla dobra wszystkich ludzi dbali wspólnie o sprawiedliwość społeczną, dobro moralne, a także o pokój i wolność oraz je wspierali”.

M. G. – Czy islam może być sprzymierzeńcem Kościoła w debacie o miejscu transcendencji w dokumentach europejskich?
E. S. – Islam, mimo jednak dzielących te dwie religie różnic, nie tylko może, ale powinien być jednak sprzymierzeńcem Kościoła w tejże debacie. Problem polega na tym, iż w gruncie rzeczy nie wiadomo, kto ma ową opinię islamu wypowiadać. Wszakże nie ma jakiegoś jedynego autorytetu, środowiska, osoby (niektórzy muzułmanie zazdroszczą katolicyzmowi instytucji papiestwa), organizacji, która miałaby przyzwolenie całego świata islamu do wypowiadania takich sądów czy wnoszenia postulatów. Z drugiej strony, proszę pamiętać, że nie jakaś demokratycznie uchwalona konstytucja jest „ustawą zasadniczą” muzułmanów. Konstytucją islamu jest święta księga – Koran, w której spisane zostało słowo samego Boga, a które obowiązuje nie tylko muzułmanów formalnie przynależących do islamu, ale każdego człowieka, który urodził się jako muzułmanin, czyli jako ten kto jest i ma być posłuszny woli Boga. To rodzice chrzczą swoje dziecko, które z urodzenia, czyli z natury jest muzułmaninem. Europa powinna zaakceptować Koran – to opinia większości muzułmanów.

M. G. – Na ile możliwa jest realizacja koncepcji euroislamu – takiej formy obecności muzułmanów w Europie, która szanowałaby tradycję starego kontynentu, osiągnięcia społeczne i obywatelskie, a zarazem nie gwałciłaby tradycji, z której islamscy obywatele Europy wyrastają?

E. S. – Euroislam, zwany też liberalizmem muzułmańskim, być może zostanie zaakceptowany w Europie przez europejskich muzułmanów. Euroislamu pragnie Ameryka i w ogóle Zachód. Orient i Wschód nie tęsknią za żadnym takim „tworem”. Świat arabsko – muzułmański (przypominam, iż Arabowie stanowią zaledwie 30% całego współczesnego świata islamu, o czym chyba niewielu Europejczyków wie), nie będzie wzorował się na żadnym euroislamie, który w gruncie rzeczy jest – tak twierdzą niektóre środowiska islamskie – zdradą islamu. Twórcami euroislamu są politycy Zachodu, którzy chcą uczyć muzułmanów jak ma wyglądać ich islam. Islamscy mieszkańcy Europy „wyrastają” z różnych tradycji i tradycje te próbują kultywować w swojej Europie. Na kontynencie europejskim żyją muzułmanie krajów Maghrebu, z Afryki północnej, z interioru Czarnego Lądu, z Azji (z Indii, Pakistanu, Bangladeszu), z Turcji, z Afganistanu, z Iraku i Iranu. Wielu przybyło tu nie jak do jakiegoś obcego domu lecz jak do siebie – tak było w przypadku obywateli kolonii francuskich czy brytyjskich. Inni zostali zaproszeni do Europy, tak jak Turcy i Kurdowie w Niemczech. Przyjechali tu na wyraźną prośbę rządu niemieckiego, by odbudować potencjał gospodarczy państwa niemieckiego po przegranej przez to państwo wojnie. Korzeni islamu europejskiego jest wiele, a zatem islam ma wiele różnych „twarzy”. Nie pojawił się w Europie w XX wieku. Na przykład w Rzeczypospolitej Polskiej obecny jest od ponad sześciuset lat. Podobnie wielowiekową obecnością szczyci się islam na Bałkanach, gdzie muzułmanami wcale nie są Arabowie, Turcy, Tatarzy, ale Słowianie. Europejczycy chcą wyzwolić się z paraliżującego ich umysły lęku przed islamem, który to „przestrach” sięga XV wieku, kiedy nastąpił upadek Konstantynopola.

M.G. – Czy próba stworzenia euroislamu nie jest kwadraturą koła? Islam przecież nie zna wielu pojęć stanowiących dorobek Europy. Nie zna np. Pojęcia tolerancji, a w każdym razie europejskie rozumienie tej kategorii życia społecznego uważa za objaw słabości.

E. S. – Być może muzułmanie nie znają lub nie chcą znać wielu pojęć europejskiego języka parlamentarno – demokratycznego. Tolerancja jednak nie jest obca muzułmanom. Gdybyśmy znali pełną, całą historię, a nie tylko jej „wycinki”, to nie utożsamialibyśmy muzułmanów z ogniem, z mieczem, z jasyrami  i z haremami, z terroryzmem i przemocą. Terroryści rzekomo islamscy w gruncie rzeczy są ateistami, są zdrajcami własnej religii! W Koranie są wersety mówiące o tolerancji. Czy określenie – „Ludy Księgi” (czyli Tory i Ewangelii), przydawane żydom i chrześcijanom nie jest wyrazem swoiście pojmowanej tolerancji? Czy uczestnictwo państw islamskich w pracach ONZ nie jest przejawem jednak pokojowego „usposobienia” wiernych Allaha? A spotkania muzułmanów z Najwyższym Pasterzem Kościoła katolickiego – Janem Pawłem II, czy nie są znakiem, iż tolerancja jest znana i ceniona przez muzułmanów, może nie wszystkich, ale jednak przez wielu? Z całą stanowczością trzeba powiedzieć, iż islam nie jest religią terrorystów.

M. G. – Co stanowi największą przeszkodę dla integracji z Europą muzułmanów, którzy coraz liczniej emigrują na nasz kontynent?

E. S. – Muzułmanie  nie tylko emigrują do Europy. Powtórzę – oni tu się rodzą i umierają. Od paru już pokoleń wielu muzułmanów urodzonych w Europie nie było w kraju pochodzenia swoich ojców. W Europie żyje kilkanaście milionów muzułmanów. We Francji nikt właściwie nie wie ilu ich jest. Mówi się o liczbie od 3 do 7 milionów osób „pochodzenia muzułmańskiego”, którzy żyją w kraju określanym jako „najstarsza córa kościoła”. Doradca przewodniczącego Komisji Europejskiej z Brukseli mówił ostatnio na międzynarodowej konferencji pt. „Religia i wolność religijna w państwach Europy Środkowo – Wschodniej w perspektywie integracji europejskiej” (odbywającej się w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim), m.in. O liczbie muzułmanów w Europie. Powoływał się przy tym, na dane uzyskane od służb informacyjnych. Europejczycy wciąż boją się islamu i dlatego kiedy wypowiadają się o islamie, chętnie – jak ów doradca – odwołują się do stwierdzeń służb specjalnych. Fakt ten jest przeszkodą ze strony Europejczyków, którzy często boją się ich integracji z muzułmanami. Z kolei muzułmanie wciąż stoją przed trudnym dylematem opowiedzenia się za którąś z tradycyjnych zasad regulujących ich obecność w środowisku nieislamskim.
Zasymilowani, czyli zeuropeizowani muzułmanie akceptują porządek prawny panujący z państwach Europy, w tym w Unii Europejskiej. Inni – „tolerują” ów porządek, uważając, iż rządy niemuzułmanów oraz sądy niemuzułmanów nad muzułmanami są wielkim złem. Muzułmanie występują przeciwko demonizowaniu ich religii przez media i przez polityków, którzy częstokroć nie mają nawet elementarnej wiedzy o historii i doktrynie religijnej islamu. Walka z terrorystami i dyktatorami, manifestującymi się jako muzułmanie, powoduje utrwalenie niewłaściwych relacji między obywatelami obu cywilizacji, obu religii. Muzułmanie nie powinni demonizować Zachodu, ale także chrześcijanie, czy też ateiści europejscy nie powinni czynić tego vice versa. Taka droga prowadzi donikąd.

M.G. – Czy proces integracji europejskiej – a ściśle rozszerzenie UE – może wpłynąć na europeizację islamu?

E.S. – Trudno jest być prorokiem, tym bardziej kiedy tematem wypowiedzi miałaby być polityka i religia. Jedno jest pewne – w Europie będzie żyło  coraz więcej muzułmanów. W niektórych wioskach i miastach Francji są meczety, a nie ma już kościołów. Co więcej, przeciętna europejska rodzina jest albo rozbita, albo brak jest w niej dzieci. Częstokroć partnerstwo mężczyzny i kobiety sprowadza się do tzw. Wolnego związku lub zarejestrowanego lub niezarejestrowanego konkubinatu. W takich związkach nie ma miejsca na dzieci. Przeciętna rodzina muzułmańska natomiast jest bardzo witalna. Wzrost liczby wyznawców danej religii nie jest obojętny jeżeli chodzi o reperkusje społeczne. Na pewno politycy wrodzy religii (a takich jest sporo w Europie) chcieliby by muzułmanie porzucili swoją religię. Ateistami jest bowiem łatwiej manipulować.
Ewentualnie europeizacja islamu jest wielką niewiadomą, a islam europejski – islam w Europie jest po prostu „nieprzewidywalny”.

M.G. – Dziękuję za rozmowę

Eugeniusz Sakowicz jest profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, gdzie kieruje katedrą teologii religii. Jest także konsultantem Rady do Spraw Dialogu Religijnego przy Konferencji Episkopatu Polski oraz członkiem Komitetu do spraw Dialogu z religiami Pozachrześcijańskimi tejże rady.