Tagi

 

 

 

 
Pewien sklepikarz trzymał w sklepie zieloną papugę. Miała przyjemny głos, a do tego -ku radości właściciela i uciesze jego klientów – umiała mówić. Pilnowała rzeczy, a przy okazji zagadywała kupujących i bawiła ich celnym słowem. Ludzie nazywali ją papużką krasomówką, a inne papugi opiewały ją jako wielką oratorkę.
Pewnego dnia jej pan musiał wrócić po coś do domu i jak zwykle zostawił ją samą w sklepie, by miała oko na towary. Aż tu nagle pod jego nieobecność do środka wskoczył za myszą kocur. Przerażona papuga rzuciła się w panice na górną półkę, wywracając przy tym buteleczki z olejami roślinnymi.
Po jakimś czasie właściciel wrócił i usiadł na swoim stałym miejscu. Niby wszystko w porządku, tylko jakoś mu dziwnie mokro, jakoś dziwnie ślisko. Wstaje, a tu olej na siedzeniu, patrzy, a tu olej na podłodze. A wtedy zaślepiony gniewem trzepnął ptaka w łebek.
Papuga z żałości wyłysiała i co gorsza – przestała mówić. Sklepikarz wzdychał i gorzko żałował, że dał się ponieść emocjom. Rwał sobie włosy z brody i jęczał: „Biada mi, biada! Czemuż to słońce nie przyszło mi z pomocą, skrywając się za chmurą. Czemu ręki nie złamałem, gdy ją na ptaszynę swoją podniosłem. Jak mogłem uderzyć swoją złotoustą gadułeczkę!“.
Oferował wszystkim derwiszom sowite dary, byle tylko przywrócili jej mowę. Ale nikt nie był w stanie mu pomóc. W końcu zbył nadziei, że papużka kiedykolwiek znów przemówi i trzy dni i trzy noce przesiedział jak przybity w sklepie. Pokazywał jej wszystko, co mogło ją zaciekawić i sam oczarowany tymi cudami przykładał do ust palec zdziwienia. Opowiadał jej o tym i o owym w nadziei, że znów rozwiąże jej się język.
Aż pewnego razu przed sklepem przechodził półgłówek, łysy jak spód miednicy. Na jego widok papuga odezwała się wreszcie i zawołała: „Hey ty tam! Dlaczego nie masz włosów, co, ty też postrącałeś buteleczki z olejami?“.
Wszystkich rozbawiło to rozumowanie papugi, która postrzegała przechodnia w zwierciadle własnych doświadczeń.
Staraj się nie oceniać czynów czystych ludzi przez analogie z samym sobą. Wyrazy szir – ‚lew’  i szir – ‚mleko’ w piśmie wyglądają tak samo. Właśnie wskutek tego rodzaju pozornych podobieństw świat pogubił się i pobłądził. Mało kto zna i rozumie sprawy wybrańców Bożych. Ludzie nieszczęśni byli jak ślepcy, dobro i zło wydawało im się takie samo. Sądzili, że są równi prorokom; roili sobie, że tak jak oni są bliscy Bogu, że są święci. „My jesteśmy ludźmi i oni są ludźmi – rozumowali. – My śpimy i jemy, i oni też śpią i jedzą“. W swym zaślepieniu nie zauważyli nawet, jak ogromna dzieli ich przepaść.

Z książki: „Anioł upojony” Opowieści mistyczne Dżalaloddina Rumiego