Tagi

poezja

 

Nie znam się na poezji, a na pewno nie czuję się upoważniony do tego, by oceniać czyjeś wiersze. Poezję na swój prywatny użytek traktuję tak jak muzykę. Lubię te wiersze, które przyjemnie się czyta, których, tak jak muzyki, przyjemnie się słucha. Myślę, że wielu poetów chce, by wiersze sprawiały odbiorcy przyjemność.
Co sprawia, że chętnie wracam do określonych wierszy, słucham tej samej muzyki?
Jest to atmosfera wiersza. Poezja musi mieć nastrój. To kryterium w doborze powoduje, że mam swoich ulubionych twórców, kompozytorów, a jednocześnie pozwala mi uniknąć snobistycznego podejścia w odbiorze nowości. Czyli, czytanie „Sonetów krymskich”, nie wyklucza czytania poetów współczesnych. Jednak poezja współczesna jest dla mnie strawna wtedy, gdy sama w sobie unika słów z języka współczesności.
Miałem okazję, nie tak dawno, być na pewnym wieczorze poetyckim. Urocze, liryczne wiersze słuchałem z dużą przyjemnością. Trafiły się tam jednak wiersze, które dla mnie były nie do przyjęcia. Brzmiały one, w swych fragmentach, jak zgrzyt przesuwanej igły na płycie analogowej podczas słuchania kompozycji Mozarta. Ten zgrzyt, to właśnie nieunikanie akcentów współczesnych. Należę do ludzi, którym czasami zarzuca się, że urodzili się 150-200 lat za późno. I rzeczywiście, uwielbiam taki nastrój w liryce, który można porównać do atmosfery XVIII, XIX- wiecznych dworków. Lubię te wiersze, w których zamiast telewizora jest obraz, zamiast klawiatury komputera jest pióro, zamiast MMS, stara, najlepiej czarno-biała fotografia. Poezja, która wychodzi w swych opisach poza okres czarno-białej fotografii , jest dla mnie nie do strawienia.
Są po prostu słowa, które są niepoetyckie, nie brzmią w muzyce wiersza. Wolę, gdy poeta mówi do mnie „chwyciłem za pióro, by pisać…” niż „usiadłem do klawiatury, by wklepać…”. Zgrzytem jest też używanie w poezji słów ściśle technicznych.

Zaznaczam, że jest to moja jak najbardziej subiektywna ocena. Nie jest ona rzecz jasna pozbawiona pewnej hipokryzji. Sam pisząc wiersz już od dawna nie chwytam za pióro, lecz wklepuję go na komputerze, a nad Mozarta przedkładam Oldfielda i Vangelisa. Pytanie czy muszę o tym pisać, czy nie lepiej przedstawić to inaczej, użyć metafory. Używanie metafor, to przecież podstawa poezji, szczególnie poezji białej. Jakże często zdarza nam się czytać wiersze, które de facto są specyficznie zapisaną prozą.
Edward Stachura powiedział, że wszystko jest poezją. W rozmowie z bydgoskim poetą Stefanem Pastuszewskim dowiedziałem się, że dla niego lepiej brzmi zdanie „poezja jest wszędzie” i  rację ma pan Stefan, że zapewne o to chodziło Stachurze. Jeżeli poezja jest wszędzie, a zarazem w opisywaniu rzeczywistości autor sięgnie jedynie do słów poetyckich, siłą rzeczy stworzy nastrój wiersza, do którego chętnie powrócimy.
Oczywiście pod pojęciem słów poetyckich nie mam na myśli jedynie takich, które niosą za sobą tylko przyjemne skojarzenia. Przyjemność z czytania wiersza jest również wtedy, gdy zmusza ona do refleksji. Wiersz ma nie tylko wzruszać, ale i poruszać. Jeżeli poezja jest wszędzie, to także jest ona w tragedii wojny. Zatem, „krew”, „ból”, „cierpienie”, to także słowa poetyckie.
Wszędzie – to także w środowisku marginesu. Czy poezja, ta poezja , która kojarzy się z krainą łagodności i subtelności słowa ma od tego uciekać ?

To, o czym piszę powyżej jest pewną formą prowokacji w ramach „akantowej” dyskusji. Jest to przecież także dyskusja o przyszłości poezji w kontekście upadku moralnego człowieka, narastających dysproporcji społecznych i trudno rozwiązywalnych konfliktów politycznych.
Czy zatem, coraz  częściej, trudno będzie odróżnić poezję od prozy, czy coraz częściej poezja będzie sięgać po słowa niepoetyckie? W muzyce młodzieżowej (niestety nie odróżniam hip hopu od rapu), w jej tekstach, zwraca się jedynie uwagę na prosty (częstochowski) rym, przy jednoczesnym nadużywaniu wulgaryzmów. Czy to jest droga do tego, by uczulić ludzi na problemy bezrobotnej młodzieży, tzw. „blokersów”? Wiele z tych tekstów trafiło do szkół, gdzie są omawiane na lekcjach języka polskiego.
Czytałem kiedyś świetny tekst dotyczący sztuki współczesnej. Autor stwierdził w nim, że wieszanie genitaliów na krzyżu to nie sztuka a „obciach”. Pięknie pasuje mi to sformułowanie do wierszy przesyconych wulgaryzmami.
Może jednak należy cieszyć się, że młodzież, która w ogóle czyta niechętnie, sięga chociaż do takiej poezji? Czy zatem w przyszłości nie trzeba będzie dokonać rozdzielności pojęć „wiersz” i „poezja”?
Zastanawiam się jednak, czy moje romantyczne podejście do poezji nie jest fałszowaniem rzeczywistości, okłamywaniem samego siebie? Czy nie szukam w poezji jedynie odskoczni od codzienności, która dzięki mediom jawi mi się, jako ciągła walka o przetrwanie w świecie fałszu i przemocy? Czy w swoim podejściu do poezji nie jestem z góry skazany na porażkę?

Rafał Berger

 

(artykuł opublikowany w 2006 roku- Akant nr 6 (110)/2006)