Tagi

W tej sytuacji jest rzeczą oczywistą, że doktryna praw człowieka ma niewiele sensu. Dla ortodoksyjnych żydów, o których dopiero co pisałem, kwestia ta po prostu nie istnieje. Wykracza poza pole ich zainteresowań. nie dotyczą bowiem ich troski ludzkości jako takiej i działania w interesie ogólnym, zatem interesie nieżydów. Zresztą na koncepcje ultraortodoksyjnych żydów silnie oddziałuje konflikt, czy wręcz wojna, między Izraelem a Palestyńczykami. Żydzi, często zgrupowani w ekstremistycznych partiach religijnych, niejednokrotnie otwarcie odmawiali jakichkolwiek praw palestyńskim Arabom, zarówno na ziemiach Eret Israel, jak i pozostałym terytorium, czy też okazywali wobec nich brak jakichkolwiek względów humanitarnych. Ta bezwzględność znajduje oparcie w wierze zabarwionej mesjanizmem, jeśli chodzi O przeznaczenie ziem izraelskich. Według zwierzchników Gusz Emunim*, Bloku Wiernych, prawo narodu żydowskiego do tej jedynej ziemi nie wynika wyłącz-nie z polityki lub sprawiedliwości ludzkiej. ale pochodzi od Boga. Izrael istnieje dzięki woli bożej, a pierwszym obowiązkiem jest według Tory zapewnienie posiadania ziemi. Zgodnie z koncepcją Bloku Wiernych, należy na niej osiąść, by głosić bliskie Odkupie-nie. Przeciwnicy tego ugrupowania widzą w tym prawdziwe bałwochwalstwo, pogańskie traktowanie ziemi. Tak więc, jeśli chodzi ojej podział i prawo osób niebędących żydami do zamieszkiwania na niej — względy ludzkie i humanitarne nie są w ogóle brane pod uwagę. W oczach niektórych aktywistów, z pewnością stanowiących mniejszość, koncepcje te mogły usprawiedliwić terroryzm i zamachy wymierzone w Arabów.

„Dla fundamentalisty protestanckiego samo pojęcie praw człowieka wydaje się niemal świętokradcze. Tak jakby uznanie tych praw równało się uzurpowaniu sobie praw boskich. Człowiek może mieć tylko obowiązki — obowiązki istoty stworzonej wobec swe-go Stworzyciela. Ruch ma na celu przypomnienie absolutnych praw Boga do wszelkiego Stworzenia” (Louis Schweitzer). Integryści katoliccy i islamscy za-pewne podpisaliby się pod tym stwierdzeniem. Odnajdujemy tu ideę pychy człowieka współczesnego, pychy nieposkromionej, jego zarozumiałości i braku umiarkowania: jakim prawem rości sobie pretensje do samodzielnego określania swego prawa i środków zbawienia? Dla fundamentalistów protestanckich na-znaczonych teologią upadku człowieka i łaski bożej koniecznej do jego zbawienia. jest to równoznaczne zapomnieniu, że człowiek jest grzeszny i że potrzebuje Boga, jeśli chce się poprawić i dostąpić zbawienia. Nawrócenie kogokolwiek na przykład skazanego na śmierć tuż przed egzekucją – ma większą wartość niż jego niezbywalne prawo do życia, sprawiedliwy proces czy lęk przed niesłusznym oskarżeniem. Również pobożne życie i moralność kobiet są o wiele ważniejsze niż przyznawanie im praw i emancypacja.

Arcybiskup Lefebvre nie był wcale daleki od tych zapatrywań. Jak podkreślają wszyscy obserwatorzy, głównym celem jego ataków na Soborze Watykańskim II była idea wolności religijnej, którą zwalczał już zresztą do końca życia. Zostało nawet dowiedzione (por. rozdział 1), że ta kwestia miała zasadnicze znaczenie dla jego zerwania z Rzymem. Właśnie propos wolności religijnej arcybiskup Lefebvre wypowiedział ową słynną formułę: „Tylko prawda ma swoje prawa, błąd nie ma żadnych”, która przecież nawiązuje bezpośrednio do tradycyjnej formuły Kościoła z początków chrześcijaństwa.

Zapewne jak wszyscy integryści, obawiał się wolności i praw, które ludzie sami sobie przyznają: „Tylko prawda ma swoje prawa…” i „poszukiwanie prawdy, dla ludzi zamieszkujących tę ziemię, polega przede wszystkim na posłuszeństwie, na podporządkowaniu się autorytetowi, czy to rodzinnemu, religijnemu, czy nawet świeckiemu. Ilu ludzi może dojść do prawdy bez wsparcia autorytetu?”. Wolność prowadzi do niemoralności, do relatywizmu, do śmierci państwa katolickiego”. Nie istnieje żadna „godność osoby” jako taka. przeciwnie, idea godności każdego człowieka jest wywrotowa dla instytucji: Wątpliwości co do prawomocności autorytetu i wymogów posłuszeństwa, wywołane wyniesieniem na piedestał godności ludzkiej, autorytetu świadomości i wolności podkopują wszystkie społeczności, począwszy od Kościoła. społeczności religijne, diecezje, społeczeństwo świeckie, rodzinę”. Kładąc zatem zbytni nacisk na godność ludzką, niszczy się Kościół w roli pana prawdy. Wysuwając na pierwszy plan prawa człowieka, dyskredytu-je się prawa Chrystusa. Jednak ci, którzy afiszują się ze swoją Prawdą (własną, a nie innych), zapominają, że deklaracje praw człowieka nie zajmują stanowiska wobec doktryn i idei, ale odnoszą się do praw należnych każdemu człowiekowi jako istocie ludzkiej.

 

Jeśli chodzi o prawa człowieka, to dla muzułmanów, niekoniecznie islamistów, trudność jest dwojakiego rodzaju. Z jednej strony stanowi ją silne wzajemne oddziaływanie polityki i religii, z drugiej – zachodni rodowód tych praw. Nie zagłębiając się w bardzo dyskutowaną przez specjalistów do spraw islamu – i przez samych muzułmanów – teoretyczną kwestię stosunków między religią a polityką, można przypomnieć, że Koran i związana z nim tradycja określają „status osobowy”, prywatne prawa i obowiązki każdego, a w szczególności kobiet. Zwłaszcza ta kwestia, z uwagi na wiadome konsekwencje, wywołuje sprzeciw w nowoczesnych społeczeństwach demokratycznych i w państwach laickich. Islamska chusta, którą noszą młode muzułmanki w szkołach, stała się tym samym najbardziej widocznym symbolem religijnego prawa muzułmańskiego, prawdziwą czerwoną płachtą; nieustannie wzbudza polemiki (we Francji!), gdyż sankcjonuje także, zdaniem przeciwników, ucisk kobiet muzułmańskich, ich podporządkowanie, ich niższy status prawny wobec mężczyzn.

 

Drugie zastrzeżenie muzułmanów co do praw człowieka dotyczy ich zachodniej natury. Przeciwnicy tych praw twierdzą mianowicie, że nie są one w pełni uniwersalne. ale naznaczone specyficznymi tradycjami intelektualnymi: starożytności greckiej i łacińskiej, oświecenia w XVIII wieku. a zwłaszcza tradycją Biblii i chrześcijaństwa. Wiadomo zresztą, że niektóre państwa nieeuropejskie lub niezachodnie także kwestionują, w imię własnych tradycji i obyczajów, uniwersalność praw człowieka i fakt, że narzuca się je wszędzie bez wyjątku. Jednak zachodni rodowód tych praw nie-wątpliwie wzbudza największe kontrowersje w krajach muzułmańskich. Na początku lat osiemdziesiątych pojawiła się nawet „Uniwersalna deklaracja islamska praw człowieka”. Jak w przypadku innych deklaracji (istnieje również, dla przykładu. Deklaracja afrykańska), i tu od razu powstaje pytanie, czy deklaracja opatrzona dodatkowym epitetem oprócz przymiotnika .,uniwersalna” ma jakikolwiek sens.

 

W każdym razie islamiści nie chcą przyłączyć się do rywalizacji o „lepsze” prawa człowieka: nie mogą inaczej: prawa te są elementem propagandy czy wręcz wojny krzyżowej między chrześcijanami i ateistami przeciwko islamowi. Islamiści powołują się na upadek moralny państw zachodnich, aby wykazać ich marność: jeśli wierzyć Sajjidowi Kutbowi. egipskiemu teoretykowi islamizmu. w świecie zachodnim „nie obowiązują już «wartości», które podaje on ludzkości jako wzorcowe. Nie ma już nawet argumentów, aby przekonać własną świadomość, że zasługuje na istnienie, skoro właściwa mu «demokracja» przejawia już wszelkie cechy bankructwa”. Przyznać autorytet wyłącznie prawu boskiemu i znieść prawa stworzone przez ludzi”: tylko w ten sposób, według islamistów, można uniknąć współczesnego „barbarzyństwa”.

 

Jednakże Sajjid Kutb wypowiadał się w latach sześćdziesiątych i jego protest miał na uwadze upadek marksizmu i socjalizmu zaimportowanych po dekolonizacji do krajów arabskich, czy też upadek państw mniej lub bardziej skorumpowanych, utworzonych po wyjeździe kolonizatorów. Mierzył bardziej w państwa niż w społeczeństwo. Pytanie, co powiedziałby dzisiaj, kiedy prawa człowieka coraz bardziej ewoluują, w każ-dym razie w zachodnich ustrojach demokratycznych, w stronę praw jednostki, w stronę coraz szerszych wolności przyznawanych grupom jednostek, w stronę wszelkiego rodzaju praw dla mniejszości. które jeszcze niedawno trzymane były z dala od praw przyznawanych wyłącznie .,białemu człowiekowi płci męskiej”, czy też mężczyznom i kobietom prawomocnie połączonym węzłem małżeńskim’?

 

Nie miejsce tu na dyskusję o rozszerzenia’ tych praw ani o tym, czy są one legalnymi potomkami praw człowieka proklamowanych w 1789 i w 1948 roku. czy zapoczątkowują zerwanie i zmianę w stosunku do tych Deklaracji. Najważniejsze, by stwierdzić, ze wprowadzają dodatkowy rozziew wobec koncepcji wolności (albo prawa!). rozwijanych przez integryzm i funda-mentalizm: jeżeli nie sposób zaakceptować praw człowieka, to co dopiero powiedzieć (z tego punktu widzenia) o prawach jednostki, które znoszą wszelkie zakazy i dopuszczają zbytnią swobodę, zwłaszcza zakazy niezwykle istotne w tradycjach religijnych!

 

Weźmy na przykład homoseksualizm: nawet jeżeli można znaleźć w trzech religiach monoteistycznych fragmenty Pisma oraz Tradycji, podobnie jak kilka okresów historycznych osłabiających siłę jego zakazu, to był on z reguły wyraźny i jednoznaczny. Tymczasem, na tyle, na ile tradycja otwartej interpretacji wielkich religii historycznych, które „paktują” z czasami współczesnymi i właściwą dla nich wolnością w różnych dziedzinach. może przyswoić te nowe prawa, wydaje się do pomyślenia ukazanie ich przynajmniej jako pewnej ewentualności. oświecenie wiernych co do ich sensu i logiki, przetłumaczenie im, że przyznanie tych praw nie oznacza jeszcze apokalipsy. Z pewnością nic ta-kiego nie zdarzy się ze strony fundamentalistów i integrystów. którzy zawsze będą czuć odrazę i surowo potępiać taką bezbożność, po prostu dlatego, ze interpretacja Pisma uwzględniająca aktualną rzeczywistość jest wykluczona i ze dominuje interpretacja aktualnej rzeczywistości w zależności od Pisma odczytywanego dosłownie i zgodnie z utrwaloną Tradycją.

 

Tymczasem zdarza się – co na pierwszy rzut oka wygląda na paradoks — że religijni radykaliści, przy-parci do muru jako mniejszość w demokracjach zachodnich. sięgają po te same argumenty. co ich przeciwnicy. Wy pytacie: „To mój wybór?”. Ja odpowiadam: „To moje prawo”. w znaczeniu: „Prawo religijne jest moim wyborem”. W ten sposób reagują młode dziewczęta noszące chustę islamską: dlaczego nie miałyby prawa do własnego wyboru? Nie ma tutaj znaczenia element prowokacji w ich zachowaniu ani to, że są wykorzystywane i traktowane instrumentalnie przez grupy islamistów. Nieświadomie powołują się na dawną refleksję filozoficzną na temat relatywizmu, który posunięty do ekstremum, w nieunikniony sposób relatywizuje sam siebie. Dlaczego to, że „zakazane jest zakazywanie” nie stosowałoby ‚się do nich, podczas gdy inni młodzi ludzie korzystają z tylu swobód, dotyczących moralności, ubioru i innych? Na ich korzyść trzeba przynajmniej powiedzieć, że to nie one wymyśliły „dyferencjalizm”, tę posuniętą do skrajności obronę różnorodności w społeczeństwie ultranowoczesnym, którą wysuwają na plan pierwszy. W każdym razie musimy zauważyć zbieżność między wzrostem liczby ekstremistów religijnych i rozwojem etycznego indywidualizmu, począwszy od lat osiemdziesiątych.

Rozdział „Prawo boskie” z książki Jeana – Louisa Schegela „Prawo boskie a wolność człowieka”

Książkę można nabyć w: http://www.dialog.edu.com.pl/index.php?route=product/product&product_id=292

 

Advertisements