Tagi

W ten sposób pozwala Allah schodzić z drogi, komu zechce, a prowadzi tego, którego zapragnie prowadzić. I nikt nie zna zastępów twego Pana, jak wyłącznie On sam. A jest to tylko Napomnienie dla ludzi (74:31)

CZY DECYDUJEMY O NASZYCH UCZYNKACH?

Z powyższego wersetu wynikałoby, że Bóg sprawuje nad ludźmi kontrolę.
Jednocześnie w Koranie czytamy o przydanym człowiekowi rozumie i wolnej woli – dzięki którym możemy wybierać pomiędzy dobrem a złem. Jak możemy to pogodzić?
Arabskie słowo hidaja zwykle tłumaczone jest jako – „prowadzenie.” Możemy je również tłumaczyć w sposób następujący: prawość, prosta droga, droga do Islamu oraz droga tych, których Bóg obdarzył swoimi dobrodziejstwami. Arabskie słowo – dalala – zwykle oznacza „oddalanie się, błądzenie.” Inne jego znaczenia to – zepsucie, zbłądzenie, droga tych, którzy uporczywie trwają w fałszywej wierze i łamią boskie prawo, a także odmawiających posłuchu prawdy, a zatem popadających w zbłądzenie.

Bycie prowadzonym i bycie sprowadzonym z drogi Boga odnosi się do Niego i Jego Woli. Stwarza dar hidaja, by zamanifestować moc swego Imienia – al-Hadi (Prowadzący) i dalala, by zamanifestować Imię – al-Mudil (Sprowadzający z drogi). On stwarza możliwość bycia prowadzonym bądź sprowadzonym z drogi. Nie oznacza to wszak tego, że Bóg naprowadza na drogę lub z niej sprowadza; jest to ostateczny rezultat naszych własnych intencji i czynów, albowiem taka jest konsekwencja
ludzkich postaw i inklinacji. Nie ma to nic wspólnego z predestynacją.
Prowadzenie drogą prostą może być dane człowiekowi poprzez rożne uczynki – uczęszczanie do meczetu, słuchanie kazań, lektury, np. Koranu czy poważne potraktowanie Księgi i jej przykazań; spędzanie czasu z pobożnymi ludźmi, szukanie rad u duchowych mędrców i nauczycieli religii, i czerpanie z ich skarbnicy mądrości; refleksję nad prawdziwą naturą życia i śmierci. Takie praktyki wiodą pospołu do duchowego oświecenia. Wykonując takie uczynki, bez względu na to, jak mało
istotne by się wydawały, Bóg przyjmuje je z radością jako środki prowadzenia człowieka. Przeto Bóg prowadzi, ale to człowiek inicjuje proces. Z drugiej strony, jeśli odwiedzasz często takie miejsca jak kluby nocne, nie-islamskie miejsca oddawania czci, to mocą swoich dokonań, prosisz się o sprowadzenie z drogi. Jeśli Bóg tak sobie życzy, pozwoli ci na to; jeśli nie, ocali cię od takiego losu przy użyciu środków, jakie sam wybierze.

Nasz udział w określaniu przeznaczenia – tego czy będziemy prowadzeni lub sprowadzeni, jest nieznaczny. Powodując się złymi uczynkami, doświadczamy ich rezultatów, zgodnie z prawem przyczyny–skutku, ustanowionym przez Najwyższego. To człowiek, korzystając z pełni wolnej woli, czyni zło, a więc wpędza się w zbłądzenie sam, pomimo licznych ostrzeżeń, napomnień i wzorów postępowania.
W efekcie wszelkich ludzkich działań – zostaniemy na końcu ukarani bądź wynagrodzeni, stosownie do Jego życzenia. Rozważmy taki oto przykład – słuchając recytacji Koranu lub kazania, czytając książki na temat Islamu, doświadczamy szczególnych odczuć, jakiegoś wewnętrznego uwznioślenia i iluminacji. W tym samym czasie inna osoba żyjąca tuż obok meczetu, postrzega wezwanie do modlitwy, kazania i same modlitwy jako coś drażniącego i narzeka na publiczne zakłócanie prawa do spokoju. A więc Bóg, znający ludzkie inklinacje i reakcje, używa ich, by zaistniały określone rezultaty, całkowicie zależne od Jego Woli.
Rozważmy zatem i inny przykład – spożywamy jadło, w skład którego wchodzą liczne proteiny, witaminy i inne składniki niezbędne dla przetrwania ludzkiego organizmu. Samo wyrażenie woli aktu spożycia i umieszczenia go wewnątrz człowieka nie umożliwia odżywiania – najpierw działają czynniki odpowiedzialne za rozpoznanie pożywienia i doprowadzenie go do ust (a więc mamy do czynienia ze złożoną współpracą mózgu i mięśni ciała). Żadna część tego procesu nie jest kontrolowana przez jednostkę ani nawet nie zdaje ona sobie z niego sprawy. Następnie, gdy pożywienie znajdzie się już w ustach, do operacji włącza się ślina. Informacje o smaku i innych właściwościach pożywienia przekazywane są do mózgu, a stamtąd wędrują do żołądka, gdzie odbywa się ścisłe rozpoznanie jakości pożywienia, jego składu (co pozwala na rozkład i zamianę pożywienia na składniki odżywcze dla organizmu).

A to jedynie początek!
Tak jak człowiek nie jest zdolny do sprawowania kontroli nad tym i innymi jemu podobnymi procesami, tak nie może powiedzieć: „To ja umieszczam pożywienie w swoim ciele, mam władzę nad procesem przemiany go w składniki odżywcze, ustalam temperaturę swego ciała. Wszystko to czynię osobiście!” Gdybyśmy istotnie tak uczynili, czy nie byłoby to przypisywanie sobie aktów Bożych?
W rzeczywistości człowiek powinien raczej przyznać: „Gdy pożywienie dostaje się do mego ciała, początku nabiera wspaniały proces. Niewidzialna, potężna ręka stymuluje go i generuje przez niezbędny okres czasu. Istotą dokonującą to wszystko jest – Bóg.”
Dążąc ku Boskiemu Prowadzeniu, człowiek zdolny jest okazać swą siłę i bycie godnym osiągnięcia tego celu.

Uwielbiam na przykład mówić o religii w pełny i piękny sposób tak, by inni czerpali z tego i byli poruszeni – ale nie udaje mi się osiągnąć tego, czego pragnę, a więcej nie mogę uczynić. Chciałbym przekazywać prawdy Księgi i Jego nakazy poprzez szczere i sugestywne wypowiedzi – lecz często staję w martwym punkcie z powodu braku daru wymowy, umiejętności przekazania tego, czego pragnę. Tęsknię do głębokiego skupienia modlitwy i oddania mu się bez reszty i uwolnienia się od spraw tego świata podczas oddawania Mu czci, ale z trudnością udaje mi się to choćby raz na tysiąc. W konsekwencji – jedyne co mogę zaofiarować, to – moją dobrą wolę czy intencję, natomiast reszta należy do Wszechmogącego. Umiłowanie i zadowolenie z wiary, najpełniejsze pragnienie osiągnięcia Raju i bycia oddanym wobec tego wszystkiego, co zechce uczynić w mym życiu Bóg – to dary od Niego samego, które umieszcza w ludzkich sercach i duszach. Wybieramy i skłaniamy się ku określonym aktom, a Bóg akceptuje i zsyła swoje Błogosławieństwo i Prowadzenie.

Saduddin Taftazani rzekł niegdyś: „Wiara jest niczym płomień rozniecany
przez Boga w ludzkim sercu – jako rezultat czynienia użytku przezeń z wolnej woli.”
Osiągnięcie wiary jest łaską, zdobywaną przy właściwym użyciu wolnej woli – naciskasz odpowiedni przycisk, i twoim udziałem staje się opromienione życie. Niektórzy mogą zapytać: „Jeśli Bóg pozwala sprowadzić z drogi, kogo zechce, a prowadzić tego, którego zapragnie prowadzić (74:31), to jakże wzywać może swe sługi do zdania rachunku?
Nie możemy przypisywać Bogu zła, gdyż pochodzi ono z nas samych:
Cokolwiek dobrego się wam przydarzy, pochodzi od Boga; cokolwiek złego – od was samych (4:79);
Zaprawdę, Allah nie krzywdzi nikogo nawet tak mało, ile waży atom. A jeśli spełnić dobry uczynek, On pomnaża go i daje od siebie wielką nagrodę (4;40); To, co spotyka człowieka, oparte jest na jego wyborach i uczynkach, ponadto wypełnia prawo przyczyny-skutku, jakie ustanowił dla swego stworzenia Stwórca.

Przeto ci, którzy uparcie trwają w niewierze i odmawiają posłuchu Bogu i Jego nakazom w końcu tracą zdolność do spostrzegania prawdy, aż ciemność okrywa ich dusze. Ponieważ to On sam ustanowił wszelkie prawa, odpowiada więc za ich wykonanie, lecz nadal jest to jedynie konsekwencja wyborów dokonanych przez samego człowieka i jego skłonności ku dobru bądź złu; przeto los, taki czy inny nie podlega odgórnemu zarządzeniu i nie stanowi przykładu niesprawiedliwości.
Szczęśliwość w Zaświatach stanowi naturalną konsekwencję ludzkich wysiłków ku osiągnięciu prawości i duchowego oświecenia:
Allah nie gardzi dawaniem przykładu, choćby tak małego jak komar lub nawet mniejszego. Ci, którzy wierzą, wiedzą, że to jest prawda od ich Pana, natomiast ci, którzy nie wierzą, powiadają: „Co Allah chce powiedzieć poprzez taki przykład?” Na jego podstawie Pan wielu osądza jako błądzących, wielu dzięki niemu prowadzi. Przy jego pomocy nikogo jednak nie osądza Pan jako błądzących z wyjątkiem nieposłusznych, którzy zrywają przymierze z Allahem po jego zawarciu oraz rozrywają to, co wedle Boga powinno być złączone, i sieją zamęt na ziemi. Właśnie tacy ludzie są przegrani (2:26-27).
Bóg nigdy nie przyczynia się do czyjegoś zejścia z dobrej drogi, oprócz tych, o których wie, że odmówią poszukiwania wiary. Opuścić może zaprzeczających wierze i trwających w uporze wyrzeczenia się jej. A jednak tylko dzięki wolnej woli jest człowiek w stanie zasłużyć sobie na liczne dobrodziejstwa i błogosławieństwa boże.

CÓŻ ZATEM Z LUDŹMI ŻYJĄCYMI W NIE-MUZUŁMAŃSKICH KRAJACH?

Zadający to pytanie, często zauważają: „Wierząc w Boga i Jego Proroka, dostąpimy łaski Raju. Ale ludzie urodzeni i żyjący w krajach nie-muzułmańskich nie czerpią z Boskiego Światła i Prowadzenia, trafią więc do Piekieł.”
Kwestia ta zaprząta przede wszystkim niewierzących, za jej też sprawą mocno krytykuje się islam.
Po pierwsze, nie istnieje jednoznaczne orzeczenie islamskiepotwierdzające słuszność wniosku, ze nie-muzułmanie trafią do Piekła. Za to możemy powiedzieć, że ci, którzy usłyszeli o Bogu, Jego Proroku, a odmówili uznania tej prawdy i odrzucili ją – trafią do miejsca kary. Kwestia, czy opinia ta dotyczy ludzi żyjących w krajach muzułmańskich, czy też nie, pozostaje sprawą nieistotną; liczy się wówczas jedynie to, czy są wiernymi; sprzeciwiający się boskim nakazom trafią do Piekła – nawet jeśli urodzili się i wychowali w krajach muzułmańskich.
Wielu myślicieli muzułmańskich i teologów wypowiadało się na temat tej kwestii, posiłkując się autorytetem Księgi i Sunny. Ale dlaczego właściwie ludzie tak uporczywie trzymają się tej kwestii?

Czy jest ona w stanie oddziaływać na ich życie bądź zmienić je diametralnie? Czy przysporzy im to szczęścia w Zaświatach? Czy istnieje różnica pomiędzy tymi, którzy są świadomie niewierzącymi, a tymi, którzy nie uwierzyli, bo nigdy nie usłyszeli o Islamie? Czy nie spowoduje to w rezultacie potępienia i odesłania w miejsce kary?
Aszaryci stali na stanowisku, że nieznający islamu i Boga zwolnieni są z odpowiedzialności jako – usprawiedliwieni. Bóg, podług swej woli, nagrodzi takich ludzi za ich dobre uczynki, i cieszyć się będą błogosławieństwami Raju.
Opinia maturydytów podobna jest do tej wyrażonej przez reprezentantów mutazylizmu. Przeto jeśli tacy ludzie odnajdą Stwórcę z pomocą rozumu, choć nie znają Jego Imion i Atrybutów, dostąpią zbawienia; jeśli jednak tego nie uczynią – ulegną potępieniu. Takie rozwiązanie owego problemu nie odbiega znacznie od opinii aszaryckich szejchów.

Podług nauki mutarydytów, nie ma znaczenia gdzie kto żyje, ponieważ każdy człowiek zdolny jest na podstawie obserwacji natury (jej harmonii, porządku) wyciągnąć właściwy wniosek co do istnienia Stwórcy. Złożoność i obfitość życia, wielkość gór i delikatne powiewy wietrzyka na ich stokach, bujna wielość barw, świata ożywionego – to wszystko stanowi o Stwórcy, Posiadającym, Podtrzymującym i Zaopatrującym, Zarządcy wszelkiego istnienia. Ludzie zdolni są do prowadzenia obserwacji i przyznania Mu istnienia, a także Jego siły, chwały, bez posiadania wiedzy o Jego Imionach i Atrybutach czy Księgach i Wysłannikach. Ludzie ci są spomiędzy usprawiedliwionych, dlatego też odpowiadając na zadane wcześniej pytanie, winniśmy odwoływać się do wielkich imamów Islamu.
Imam Aszari wyprowadza swe twierdzenie z następującego wersetu Koranu:

Nigdy nie karzemy póki nie wyślemy Wysłannika (17:15).
Płynie stąd wniosek – ludzie nie podlegają karze, nim nie przyjdzie do nich Wysłannik z ostrzeżeniem.
Wedle szkoły maturydyckiej, rozum jest w stanie odróżnić dobro od zła, byłoby jednak błędem zdawać się całkowicie na ludzki osąd, dlatego Bóg posłużył się Wysłannikami. Doprecyzowali ostatecznie, czym są dobre, a czym złe uczynki, a współcześni mieli za zadanie zawierzyć im i polegać na ich opinii. Linia argumentacji maturydytów przebiegała następująco; rozum jest zdolny stwierdzić, że popełnianie cudzołóstwa czy nierządu na dłuższą metę sprzyja rozkładowi społeczeństwa, co oczywiście wpływa na ciągłość jego zachowania (podobnie z alkoholem i innymi używkami).
Ten sam sposób myślenia stosuje się do tego, co dobre. Rozum zdolny jest pojąć, że wiara w Boga jest chwalebna i dobra, i prowadzi do wewnętrznego zaspokojenia i duchowego spokoju. Nawet w świecie doczesnym człowiek zaczyna wyczuwać to, co będzie jego udziałem w Raju. Droga do wiary nie jest bardzo trudna. Pewnego razu do Proroka podszedł Beduin i powiedział mu jak dostąpił wiary: „Ślady kończyn wielbłąda wskazują na istnienie wielbłąda. Ślady stóp na piasku – człowieka, zaś niebiosa ze swymi gwiazdami, Ziemia ze swymi górami i dolinami, morza ze wzburzonymi falami – czyż nie wskazują one na swego Stwórcę, Wszechmogącego, Wszechwiedzącego, Wszechmądrego i Opiekuna?” Przypadek tego dowodzi, że nie można nie doceniać potęgi rozumu w dochodzeniu prawd wiary.

Wychodząc z tego założenia, Maturidi twierdzi, że każdy może odnaleźć Stwórcę z pomocą rozumu. Istnieje wiele przykładów z przed-islamskich czasów, na przykład – Waraka Ibn Naufal, kuzyn Chadidży, odczuwał, że przyjście Proroka nastąpi jeszcze za jego życia, na co wskazywało wiele znaków. Po tym jak Muhammad doznał objawienia pierwszych wersetów Koranu, Chadidża przypomniała sobie o Warace i jego opinii – ten potwierdził prawdziwość misji Proroka i objawienia, jakiego dostąpił. Zrozumiawszy, że żadne dobro nie płynie z oddawania czci bożkom, Waraka lekceważył je, i wierzył w istnienie Jedynego Boga.
Kolejną taką osobą był Zajd Ibn Amr, wuj Umara Ibn al-Chattaba. Będąc przekonanym o przyjściu Proroka, ignorował kult bożków i czcił tylko Stwórcę. Choć umarł zanim Muhammad dostąpił misji proroczej, intuicyjnie wyczuwał jego rychłe pojawienie się. Na łożu śmierci przywołał swego syna – Saida, Umara i innych członków rodziny, mówiąc: „Światło Boga jaśnieje na horyzoncie. Wierzę, że już wkrótce obejmie swoim zasięgiem cały świat, wciąż czułem jego zwiastuny nad naszymi głowami. Jak tylko Prorok pojawi się, pójdź i dołącz do niego jak najprędzej.”
Żadne stworzone przez człowieka oblicze „bóstwa” nie jest samym Bogiem, nie może wypełnić potrzeb człowieczych ni odpowiedzieć na nurtujące go problemy.

Jeśli skierujemy swe myśli ku Objawieniu, nasza potrzeba wiedzy zostaje zaspokojona, a bramy wiodące do wiecznej szczęśliwości zostają otwarte.
Podsumowując, do Piekła pójdą jedynie ci, którzy wiedząc o Proroku i Objawieniu, nie szukają dalszej wiedzy o Bogu, zaś pozostający w ciemnościach bez swej woli, będą czerpać z Boskiej Łaski i nie zostaną pociągnięci do odpowiedzialności za swoje złe uczynki.
Kwestia ta przywodzi na myśl różnicę pomiędzy niegdysiejszymi muzułmanami a współczesnymi, a także uzmysławia nasze powinności wobec innowierców. Pierwsi muzułmanie żyli pełnią swej wiary, przekazywali jej prawdy i szerzyli je z werwą nieznaną nam współczesnym, czego skutkiem było przebudzenie się zbiorowej świadomości ludzkiej. Zapoznawszy się z ich biografiami, stwierdzamy
oczywistość faktu, że ktokolwiek zetknął się z nimi, przyjmował islam. Tak byli pozbawieni strachu i nieposkromieni, tak wyzbyci z pragnienia folgowania przyjemnościom, że wywarli niezatarte piętno na całej ludzkości. Dzięki ich szczerości i gorliwości, wielu poznało nauki Islamu w niedługim okresie czasu. W czasie rządów kalifa Usmana (644-65) Islam rozprzestrzenił się od Słupów Heraklesa aż po Morze Aralskie, od Anatolii po Wielki Mur w Chinach.
Za rządów Muauiji (661-680), Muzułmanie osiągnęli brzegi Oceanu Atlantyckiego. Większość krajów Afryki Północnej pozostawało pod zwierzchnictwem zwycięskiej flagi Islamu.

Żyjąc pełnią swej wiary, powodowali, że większość ludów podbitych szanowała ich i kochała. Ich wspaniały wzór zaprowadził wielu do Islamu, a wielu chrześcijan i żydów wolała dobrowolnie znaleźć się pod władzą muzułmanów, niż swoich współwyznawców. Kiedy zdarzyło się, że muzułmanie musieli opuścić Damaszek, chrześcijańska społeczność modliła się w swych kościołach i prosiła Boga o ich pozostanie, gdy jednak do tego doszło, chrześcijanie obiecali, że jeśli zawrócą, będą płacić ustalone podatki i żyć zgodnie pod panowaniem wiernych.
Miało to miejsce w obliczu zagrożenia ze strony Bizancjum, o którym sądzono, że stanowi siłę nie do odparcia – wobec tego muzułmanie zdecydowali się wycofać.
Szczerość wiary pierwszych muzułmanów wielu ludzi sprowadziła na łono Islamu. Nie można sobie wyobrazić innego scenariusza, wziąwszy pod uwagę charakter i osobowość pierwszych wiernych, albowiem każdy z nich był niczym Umar – towarzysz Proroka – w swej niewzruszoności i szczerości. Zwykli przedłużać nocne modlitwy i czuwanie, jednocześnie będąc sławnymi wojownikami za dnia. Zdobyli tak wiele serc dla Islamu i zaimponowali tylu ludziom, że wydawało się, iż wkrótce cały świat stanie się ziemią tej wiary.

Obecnie muzułmanie nie są w stanie zaprowadzić bezpieczeństwa nawet na niewielkim obszarze, ku szczęściu własnych społeczeństw. A przecież ci inicjatorzy dzieła islamskiego tak wiele uczynili dobrego, tak sprawnie zarządzali zdobytymi ziemiami, i zaprowadzali pokój, mądrość, że bramy wielu niezdobytych twierdz otwierały się same, jak poucza historia.
Po zdobyciu Syrii i Palestyny, dowódcy armii muzułmanów poprosili o danie im kluczy do Masdżid al-Aksa, Patriarcha zaś odrzekł, że odda je tylko mężowi wskazanemu przez chrześcijańskie święte księgi, albowiem tylko on godzien będzie je otrzymać. Podczas prowadzenia dysputy, do Palestyny zbliżał się właśnie Kalif Umar ze swoim sługą. Nikt nie wiedział o jego przybyciu, ale Patriarcha i duchowieństwo mieli pewność, ze jest to osoba godna wręczenia jej kluczy do świętego przybytku. Umar pożyczył wielbłąda ze wspólnego majątku muzułmańskiego i wymieniali się ze sługą jazdą na nim; gdy o tym usłyszeli muzułmanie, prosili w duszy o to, aby w momencie przybycia obu do miasta, to Umar siedział na wielbłądzie – inaczej poniżyłby się w oczach pysznych i noszących się z wysoka
Bizantyjczyków.

W rzeczywistości Umar chciał uniknąć pompy, oznaczającej przecież niesprawiedliwość i nierówność. Ujrzawszy Kalifa, Patriarcha zawołać miał: „Zaprawdę, a oto mąż opisany w naszych księgach! A więc przekażę mu niezwłocznie klucze.” Podług swojej wiedzy opartej na księgach, duchowni dokładnie wiedzieli jak Umar będzie wyglądał, i że przekroczy rzekę Jordanu, zbliżając się ku Jerozolimie.
Po zdaniu kluczy do świętego przybytku, wielu ludzi przyjęło Islam.
Będąc przepełnionym silnym uczuciem do Islamu, Ukba Ibn Nafi jął szerzyć swą wiarę, czego ukoronowaniem był podbój Afryki. Po odniesieniu tylu sukcesów znaleźli się ludzie, którzy pozazdrościli mu ich i jęli błędnie informować Kalifa o jego poczynaniach. Ukba został zwolniony ze służby, następnie oddany do aresztu i trzymany z dala od dzieła szerzenia Islamu. Więziony przez 5 lat, wyrażał swe cierpienie i żal w tych słowach:

„Och, jakże żałuję, że nie mogę dokończyć swego dzieła, by Islam zatriumfował w całej Afryce. Zostałem odsunięty od tego… To jedyna rzecz, jakiej żałuję.”
Za rządów Jazida, pozwolono Ukbie dokończył swego dzieła i rozszerzył on chwałę islamu na kontynencie afrykańskim. Ukba wkrótce potem dotarł wraz ze swoją zwycięską armią do brzegów Oceanu Atlantyckiego. Nie mógł powstrzymać swego konia od brnięcia w toń morską i wykrzyknął:
„O Boże! Gdybyż ciemne morze nie powstrzymało mnie od posunięcia się naprzód, zaniósłbym Twe Święte Imię aż po kres mórz i oceanów!”
Odwołuję się do tych zaszczytnych przykładów, by przywołać jak Islam był reprezentowany w przeszłości i obecnie. Pionierzy Islamu zdobyli teren dzisiejszego Azerbejdżanu, Iranu, Iraku, Północnej Afryki, Azji Centralnej – miejsca gdzie żyli i pracowali tacy świetni uczeni Islamu jak: Buchari, Muslim, Tirmizi, Ibn Sina, al-Farabi, Biruni. Całe to dzieło dokonane zostało w przeciągu zaledwie dwudziestu pięciu lat. Ci pierwsi muzułmanie zanosili Islam do niemal każdej części znanego wówczas świata, zatykając flagę z wyszytym credo swej wiary – Nie ma boga prócz Allaha, a Muhammad jest Jego Wysłannikiem.
Jeśli chodzi o nas samych, to z trudnością przekazujemy posłanie Islamu najbliższym sąsiadom, co dopiero mówić o reszcie bliźnich. Niektórzy z nich zechcą wysłuchać, lecz nawet na to nie możemy nalegać. Często słowa wracają do nas chłodnymi, niczym ściana z lodu. Opuszczają ludzkie usta, ale nie trafiają do głębi ludzkich serc i dusz.

Wskazujemy na te fakty, by wykazać ogromną różnicę pomiędzy muzułmanami dnia obecnego, a tymi szlachetnymi pierwszymi pokoleniami. Towarzysze Proroka przekazywali światło Islamu wszelkim napotkanym ludom i żyli jedynie w celu wypełnienia tego dzieła; gdy nie udawało się tego osiągnąć, przeżywali katusze, smutek i ból, żałując ludzi nieświadomych Prawdy. Współcześnie nie potrafimy nawet wypełniać własnego życia treścią Islamu, a cóż dopiero przekazywać jego światło ludziom z obcych nam krajów. Nie ujarzmiliśmy swych pragnień ani nie przydaliśmy misji szerzenia Islamu najwyższej wagi. Ci, którzy pojawili się w nie-muzułmańskich krajach, przyjechali doń z powodów
ekonomicznych, nie zaś po to, by objąć je sferą Imienia Bożego. Z tego też powodu muzułmanie na Zachodzie nie są zdolni do misji szerzenia swej wiary. Jeśli innowiercy popadli obecnie w dewiacje, zepsucie i niewiarę przez naszą ignorancję, lenistwo i niekompetencje, odpowiemy kiedyś za to przed Bogiem. Urządzanie konferencji, wykładów na tematy islamskie poczytywane może być jako działalność na drodze ku Bogu, lecz nie jako prawdziwa służba Islamowi. Gdyby przyrównać ją do wielkiego pałacu, to muzułmanie wciąż krążą jedynie wokół pierwszych doń wrót. Skoro nawet nie wkroczyliśmy do wewnątrz, wielu ludzi zatraciło się w zbłądzeniu. Czasem docieramy do nich z wieścią o Islamie, ale samych siebie nie zdołaliśmy jak dotąd ustrzec przed wewnętrznymi dysputami i konfliktami.

W żadnym miejscu na Ziemi nie zbliżyliśmy się nawet do poziomu Muzułmanów takich jak – Umar, Ukba Ibn Nafi, czy innych o tak wysokiej randze. Któż z nas wie, jak straszliwie opierali się swoim wrogom, z jaką determinacją i oddaniem zdali się na Boga. Postacie te porażają nam współczesnych swą niezawodnością, hojnością, sprawiedliwością, humanitarnością. Fakt zdobycia przez nich właśnie
większości ziem muzułmańskich należy przypisać absolutnej szczerości i głębokiej wierze tych pierwszych rycerzy Boga.
Z tej perspektywy, innego znaczenia nabiera kwestia innowierców, zwłaszcza żyjących w krajach nie-muzułmańskich. Musimy ich traktować z większą dozą tolerancji, mówiąc: „Hańba nam! Nie byliśmy w stanie przekazać im światła Islamu, by mogli wyjść z ciemności, w której żyją.” To pozwoli przejść do prawdziwej historii pewnej niemieckiej rodziny.

Turecki robotnik żył u niemieckiej rodziny. Przestrzegał pilnie wszelkich zobowiązań wobec Boga, i wypełniał obowiązki sumiennie i z głębi serca. Prócz godzin spędzonych w pracy, oddawał się wciąż dziełu informowania niemieckiej rodziny o Islamie. Po niedługim czasie ojciec rodziny został muzułmaninem. Kilka dni później, pan domu wrócił do domu i odezwał się do tureckiego pracownika w tych słowach:
„Nie potrafię wyrazić swojego przywiązania i wdzięczności dla Ciebie – jesteś tak miłym nam gościem, czasami jednak nie mogę z tobą wytrzymać i chciałbym zrobić ci jakąś krzywdę. Przybyłeś, a wraz z Tobą – Koran, Prorok i – Bóg. Mój dom stal się niczym niebiańska siedziba. Miałem jednak ojca; był dobrym prostolinijnym człowiekiem, a umarł na kilka dni przed twoim przybyciem.
Czemu nas nie nawiedziłeś trochę wcześniej, żeby i jego oświecić blaskiem Islamu?”

Słowa te mogą reprezentować głos, skargę i przyganę całej nie muzułmańskiej części ludzkości. To my zawiedliśmy w zaniesieniu jej przesłania Islamu, a nawet nie potrafimy pouczyć o jego prawidłowym rozumieniu członków własnych społeczności…
Innym aspektem problemu jest następujący fakt – ci, którzy odstręczali muzułmanów od ich religii, obiecywali w zamian zachodni sposób życia, a w 150 lat później wciąż tkwimy u progów zachodnich domostw, żebrząc o jałmużnę. Niewiele zmieniło się w muzułmańskim sposobie życia, a nie można też mówić o żadnym progresie w jakiejkolwiek dziedzinie życia. Zachód wciąż chce widzieć w muzułmanach służących opuszczających swoje rodzinne strony dla niewielkiego zarobku. Nawet gdybyśmy przedstawili im światłość Islamu – odrzucą ją całkowicie, z nami włącznie. Dzieje się tak, dlatego że wciąż jesteśmy jedynie pogardzanymi robotnikami u stóp – panów, a bogacze zazwyczaj niewiele przejmują się żebrakami tkwiących u progów ich domostw.

Muzułmanie są w tyle za ludźmi Zachodu w każdej niemalże dziedzinie, dlaczego więc ci mieliby nas słuchać? Jeśli pokażemy, że umiemy żyć islamem i reprezentować go godnie, jeśli pokażemy nie muzułmańskim społecznościom nasz honor, godność – to tylko wówczas posłuchają nas i zaakceptują Islam. Nie możemy już dłużej zgadzać się na trwanie negatywnych stereotypów o Islamie, lecz jak możemy zmienić ten stan rzeczy zanim nie zmienimy samych siebie?
W Przyszłym Świecie nie-muzułmanie zostaną zapytani, dlaczego nie przyjęli Islamu, a nas zapyta się, dlaczego nie przekazaliśmy im go. Tak więc odpowiedzialność muzułmanów i nie muzułmanów jest z tego punktu widzenia – jednaka.
Wszelkie sądy opiewające społeczności nie-muzułmańskie winny być sprawiedliwymi i prawdziwymi. Nie możemy potępiać ich i wpędzać do Piekieł, ani marzyć, że przyjmą Islam na naszą prośbę.
Wierzymy, że stabilność światowa ulegnie zmianie w przyszłości – przede  wszystkim na korzyść Turcji, tureckiej Azji Centralnej, Egiptu i Pakistanu, a także wielu innych miejsc. Muzułmanie odzyskają samoświadomość i wydadzą wybitne osobistości, które wzorem pierwszych pokoleń wiernych ustanowią Islam i jego wartości w przeróżnych miejscach globu ziemskiego. Jedynie poprzez stały
i szczery wysiłek Islam stać się może znaczącym czynnikiem współczesnego świata, a głosy wyznawców Boga – ponownie słyszanymi. Nie jest to scenariusz niemożliwy do zrealizowania. Zrozumieją to muzułmanie cnotliwi, dobrego charakteru, nie zaś ci o sercach przeżartych namiętnościami ciała i postrzegających swój związek z Islamem jako dość swobodny wykwit swoich rodzimych kultur.

DLACZEGO NIEKTÓRZY LUDZIE ODNOSZĄ SUKCES, A INNI – NIE?

To Bóg obdziela bogactwa i ubóstwo, dolę i niedolę, pomiędzy ludzi – i tylko Jemu znane są przyczyny wybrania takiego czy innego losu dla człowieka. Prorok miał kiedyś powiedzieć, że Bóg zsyła dobrodziejstwa tym, którym zechce, wiedzę zaś jedynie tym, którzy się o nią dopominają. Ten hadis, choć ma luki w łańcuchu przekazicieli, jest znaczący. Najwyraźniej doczesne dobra nie mogą być postrzegane jako koniecznie dobre same w sobie, przeto Bóg nie zawsze zsyła je tym, którzy o nie proszą.

Zawsze jest jakieś dobro w tym, co nam zsyła. Dla prawowiernego czyniącego dobre dzieła i dającego jałmużnę oraz udzielającego się w dobroczynności, bogactwo jest z pewnością czymś dobrym. Jeśli jednak mamy do czynienia z kimś małej wiary, nieudzielającego siebie i dobytku innym, wówczas to bogactwo staje się – złem. Dla kogoś, kto odrzucił właściwą drogę postępowania, ubóstwo może stać się świetną wymówką i środkiem odrzucenia Boga i podjęcia buntu – tak wewnętrznego jak i zewnętrznego – przeciw Niemu. Bogactwo tych, którzy nie poddają się całkowicie Jego woli, lub niepróbujących wypełniać nauk Islamu, stanowi rodzaj surowego testu:

I wiedzcie, że to, co posiadacie oraz wasze dzieci są jedynie próbą oraz że to Allah jest Tym, u którego czeka was wspaniała nagroda. O wy, którzy wierzycie!
Jeśli będziecie wypełniać swój obowiązek wobec Allaha, On da wam zwycięstwo o odsunie od was wasze zło i przebaczy wam. Allah bowiem jest Panem wielkiej obfitości (8:28-29).

Przywołajmy teraz następujące powiedzenie Proroka: „Pomiędzy wami są
ludzie, który jeśliby podnieśli swe ręce i przysięgli na Boga, On obdarzyłby ich tym, co oni zamyślili, nie pozwalając przy tym, by fałszywa przysięga wyszła z ust Jego sług. Bara Ibn Malik jest jedną z takich osób (Buchari, Sulh, 8; Muslim, Kasama,24).

Człowiek ten, młodszy brat Anasa, żył w skrajnym ubóstwie, nie mając nawet wystarczającej ilości pożywienia i miejsca do spania. Choć biedni i mizernej fizys, ludzie tacy są niezwykle cenieni przez Boga za swą szczerą pobożność. Zostali pochwaleni, a Muhammad nadmienił, że pozostają jedną z grup ludzi, wobec których Bóg dotrzymuje obietnic.
Przekazano, że pewnego razu Umar wkroczył do izby Proroka i dojrzał na jego plecach odciski maty, na której Prorok sypiał. Zaczął płakać, pytając się, dlaczego bizantyjscy czy perscy władcy opływali w taki luksus, gdy tymczasem Prorok spał na jakimś niewygodnym łożu. Muhammad odrzekł mu:

„Czyż nie zgodzisz się, że oni powinni mieć w posiadaniu wiatr doczesny, a my winniśmy dzierżyć – Zaświaty?” (Ibn Madża, Zuhd, 11).

W wiele lata później Umar, będąc już Kalifem i roztaczając opiekę nad potężnym imperium, żył według tego właśnie wzoru, za nic mając marności tego świata.
To nie ubóstwo jest w istocie dobre, ale raczej pewien stan ducha wiążący się z nim, wywierający wpływ na całą ludzkość, bez wyjątku. Ubóstwo może być środkiem zmierzania ku niemu. W przypadku innych ludzi, prowadzi do wewnętrznego
niepokoju, gniewu i niewdzięczności wobec Boga, a to już są znamiona niewiary. Podobnie – materialna pomyślność i poczucie bezpieczeństwa może wpędzać ludzi w pychę i samozadowolenie, przyczyniając się do wygasania u nich uczuć współczucia wobec bliźnich i wdzięczności wobec – Boga. To także może stać się zarzewiem niewiary.
Najpewniejszą drogą do rozwoju dla wiernego jest zrozumienie, że cokolwiek Bóg daje – stanowi środek ku doskonaleniu się. Bez względu na okoliczności, wierni zobligowani są do wspierania bliźnich i zawierzenia Wszechmogącemu i Wszechmiłosiernemu.
Najakuratniejsze podejście do spraw tego świata, będącego jedynie przystankiem na drodze ku światu wiecznemu, oddano w tym krótkim wierszu:

Z pokorą znoszę, Panie mój, wszystek to, co od Ciebie pochodzi,albowiem wszystko ono jest dobre; Czy to szata cudna, czy całun pogrzebny,
Ostry cierń, czy słodka, świeża róża,
Wszystko to – Twe błogosławieństwo, i dobro moje spoczywa w nim.

DLACZEGO JEDNI LUDZIE SĄ „RÓWNIEJSI” OD INNYCH?

Bóg stworzył wszystko z cząstek, przydał najlepszemu ze swych stworzeń – człowiekowi – ludzką, wyjątkową naturę. Dał człowiekowi wszystko, ten zaś nie dal Mu – niczego. Jakże więc możemy narzekać czy uskarżać się na niesprawiedliwość?
Tą ostatnią jest nie dawanie tego, co się należy, lecz człowiek nie jest w stanie dać Bogu czegokolwiek.
Bóg Wszechmogący stworzył każdego człowieka z niczego, a także ukształtował go wedle kanonu ludzkiego. Tymczasem mógł uczynić go czymś innym bądź – wcale. Jeśli przyjrzeć się bogactwu życia, wokół człowieka widać pełno stworzeń innych od niego. Czy są one władne nad nami czy raczej my nad nimi – kwestia ta pozostaje w gestii każdego indywidualnego człowieka i musi być rozwiązana w jego własnym sumieniu.

Inną sprawę godną poruszenia stanowi – Opatrzność Boska. Bóg może pozbawić człowieka częściowo dóbr, które on sam ceni, ale korzyścią dlań może być rozmaitość dobra uzyskanego w zamian w Zaświatach. W ten oto sposób Bóg czyni człowieka odczuwającym potrzeby, również – bezsilność i ubóstwo. To z kolei często zbliża ich do Pana; dążą ku Niemu z większą szczerością i czystym sercem świadomym Jego Błogosławieństw i Łask. Tak oto strata staje się zyskiem porównywalnym
do męczeństwa wynagradzanym przez Stwórcę w Raju. Męczennicy cieszyć się będą taką obfitością łask u swego Pana w Dniu Sądu, że reszta ludzkości, choćby nawet jej najbardziej prawa i pobożna część, zazdrośnie patrzy ku tym wybrańcom i sama ma intencje podzielenia losu męczennika. Dobro, jakie stanie się ich udziałem w Zaświatach znacznie przewyższy stratę w życiu doczesnym.
Przeto ci, którzy cieszą się materialnymi dobrodziejstwami, powinni być za nie wdzięczni i rozwijać swe człowieczeństwo oraz bliskość wobec Boga, powinni potwierdzać Mądrość w Boskiej Opatrzności i czynić prawe dzieła.

CZY OKOLICZNOŚCI ODEJŚCIA ZE ŚWIATA DOCZESNEGO
I JEGO MOMENT – SĄ OKREŚLONE?

Każde zdarzenie – włączając w to okoliczności śmierci – jest określone.
Wszystko to wpisuje się w ramy Bożego Dekretu, ustalającego plan dla każdej pojedynczej istoty. Pozostaje on zawsze w zgodzie z innymi planami, albowiem system ten ustanowiony został przez Boga w odległej przeszłości. Nigdy nie podlega zmianie i takim pozostanie przez całą wieczność. Obecnie zespół nauk ujawnia całą złożoność dziedziny ludzkiej i potwierdza istnienie tego planu oraz determinacji. W sytuacji, gdyby nie miało to miejsca, porządek wszechświata, jego harmonia i wspaniałość byłyby niemożliwe do wyjaśnienia ani nie dokonałby się żaden rzeczywisty postęp. To właśnie „design”, świat zaprojektowany z matematyczną precyzją pozwala na odkrywanie jego prawideł,
w tym – samego człowieka. Powiedzenie, że nauka stanowi jedynie środek odbicia tego, co rzeczywiście istnieje, by przydać istniejącym rzeczom nazwy i wykoncypować prawidła nimi rządzące, to absolutnie nie umniejsza jej odkryć czy technologicznych wynalazków.
Wskazując te fakty, należy raczej uczyć, że porządek ten istniał od zawsze, że zaistniał daleko wcześniej niż człowiek począł odkrywać jego prawa – sam Bóg ustanowił je u zarania stworzenia dla powstającego wszechświata. Niektórzy socjolodzy przypisują jedynie ludzkości pewne prawidła, które, według nich, tylko do niej się stosują. Jest to skrajny fatalizm, zasługujący na druzgocącą krytykę.

Każde zdarzenie, fakt odnoszący się do wiary, nie potrzebuje ludzkiego wsparcia czy akceptacji, ponieważ pochodzi od Boga. Wszystko we wszechświecie funkcjonuje zgodnie z doskonałą równowagą harmonii i porządku – jakości świadczących za określeniem ich z góry przez Wszechmogącego Suwerena. Od zarania historii rodzaju ludzkiego – działały w pełnym posłuszeństwie i poddaniu wobec Jego Woli, Siły i Odgórnego Wyroku. Istota predestynacji i jej waga dla człowieka jest jednak inna. Choć stworzono nas poprzez konieczność i w tym samym czasie, co inne stworzenia, nasza wolna czyni człowieka – wyjątkowym. Bóg przydał człowiekowi wolność do czynienia moralnych wyborów, formułowania opinii, rozsądzania – w efekcie otrzymaliśmy dar osobowości, charakteru i indywidualności. Kwestia ta pojawia się z powodu traktowania ludzkości przez pewną jej część jako jakości podobnej innemu stworzeniu. Jesteśmy posiadaczami rzeczywistej, (choć ograniczonej) wolnej woli, zdolności dokonywania wyboru i przychylania się ku takim a nie innym aktom. W zależności od tego, jak spożytkujemy te dary, otrzymamy nagrodę, bądź – karę. Niosąc na własnych barkach brzemię własnych uczynków, nie możemy winić Boga za rezultaty tych postępków. Racja stojąca za nagrodą lub karą wynikającą z określonego postępowania – zawsze odnosi się do Stwórcy.
Istnieje również inny aspekt zagadnienia – jak można pogodzić ludzką wolną wolę z wszechogarniającą wiedzą Boga?
Istnienie oraz to, co znajduje się poza nim, nie jest uwiązane ludzkim pojmowaniem czasu w umyśle bożym. Przeto pojęcia takie jak – przed, po, przyczyna i skutek nie mają znaczenia takiego, jakie im często przydajemy. Mówiąc krótko – one tylko są. W rezultacie powyższego, Bóg zawsze wie jednocześnie o tym, co miało miejsce, co się dzieje, i co nastąpi. Ludzkie wahania i inklinacje są z góry rozpoznane w umyśle Boga. Innymi słowy, Bóg objawia człowiekowi, że stworzy on wszystko to, ku czemu się przychylamy, i widzi konsekwencje każdego czynu.
To zaś oznacza, że Stwórca działa w pełnej zgodzie z ludzką wolną wolą.

Nikt nie jest zmuszany do pójścia z góry określoną drogą, a zatem każdy może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za to, co uczynił.

To zaś oznacza, że Stwórca działa w pełnej zgodzie z ludzką wolną wolą. Nikt nie jest zmuszany do pójścia z góry określoną drogą, a zatem każdy może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za to, co uczynił.
Los i predeterminacja działają w zgodzie z Boską wiedzą. Wiedzieć coś z góry nie determinuje czegokolwiek ani też nie wpływa na powstanie czy też zaistnienie czegokolwiek. Zatem rzeczy, które zaistniały, nie stały się takimi z powodu wiedzy na ich temat, jaką można było wcześniej posiąść. Przeciwnie, jawią się takimi, jakimi są znane. To samo tyczy się predestynacji. By posłużyć się przykładem – zapowiadający pogodę nie powoduje zaistnienie określonych warunkach pogodowych, przewidując ich przebieg. Wszechmocny Bóg wie wszystko na temat zdarzeń przeszłych, obecnych i przyszłych, nie determinując ich.

Z JAKIEGO POWODU NIE KARZE SIĘ JUŻ CAŁYCH NARODÓW?

Tak Biblia jak i Koran przekazują jak Bóg zniszczył ludy Lota i Noego. Ludzie Noego odmawiali odrzucenia kultu bożków i przyjęcia Islamu, mimo że byli ostrzegani od wieków, a więc Bóg ukarał ich wielką powodzią. Ludzie Lota zaś odmawiali zaprzestania sodomii, czym narazili się Panu i ukarał ich ogniem oraz siarką. By odpowiedzieć na powyższe pytanie, należy cofnąć się do źródeł historii. Bóg, poczynając od Adama, zsyłał Proroków, by zapraszali Jego sługi do kroczenia po drodze prostej i ku wiecznej szczęśliwości. Każdy z nich był odpowiedzialny jedynie za własny naród, jednakże Prorok Muhammad wysłany został do całej ludzkości i stworzenia Bożego. Jego ludzie – określani mianem – muzułmanów –bez względu na to gdzie się urodzili i przyjęli islam, określani są jako jego wspólnota.
Obecnie wielu muzułmanów i nie muzułmanów popełnia grzechy o jakich nie śniło się ludziom doby Muhammada. Lecz ponieważ Prorok przybył do całej ludzkości, zostaniemy odsunięci od całkowitej zagłady czy ukarania. Jak mówi sam Bóg w Koranie:
Jednak Allah nie chciał ich karać kiedy ty byłeś między nimi. Allah nie pragnął ich także ukarać, kiedy szukali przebaczenia (8:33).
Kolejny werset w sposób niezwykle jasny informuje o tym, że misja Muhammada przeznaczona jest dla całej ludzkości, ponadto o jej dostępności dla każdego człowieka oraz wyjątkowości i wadze osoby Proroka. Przytaczane są w nim słowa Jezusa stojącego w obronie swojej społeczności: Jeśli Ty ich karzesz, oni są Twymi sługami, a jeśli im przebaczasz, to – zaiste – jesteś Potężny, Mądry (5:118).

Z drugiej strony, Wszechmogący powiedział Prorokowi Muhammadowi:
„Nie ześlę kary póki jesteś pomiędzy nimi i póki zanoszą prośby o Moje miłosierdzie.”
Przeto wspólnota Proroka dzierży dwie istotne tarcze broniące przed Jego
Gniewem: egzystencję Proroka (tak materialną – za jego życia, jak i duchową – po śmierci) i szczerych sług bożych, poszukujących Jego przebaczenia ” (Ibn Hanbal, Musnad, 2:159).
Wiele hadisów podaje, jak Prorok zanosił modlitwy i prośby do Boga o zbawienie swojej wspólnoty. Jedna z takich modlitw wypowiedziana została na górze Arafat i w Muzdalifie, podczas odbywanej pielgrzymki. Muhammad poprosił wówczas Boga między innymi o nie karanie muzułmańskiej ummy (społeczności). Niektóre z nich zostaly wysłuchane, inne – nie. Towarzysze Proroka przekazali słowa Wysłannika w następującej formie: Zanosiłem prośby do Boga, by nie zsyłał Kary Bożej na moją wspólnotę. On wysłuchał moich modlitw i odrzekł: „Nie ukarzę ich, lecz sami przyniosą sobie zniszczenie jeśliby popadli w grzech, przeto pozwolę im na to, by się poróżnili w kłótni i walce między sobą.” Wówczas to poprosiłem Boga, by odsunął to od mojej wspólnoty, lecz On odmówił.
W konkluzji, Bóg nie zniszczy nigdy całych narodów, póki będą istnieli szczerze wierzący, służący Bogu i szerzący Jego Imię i Słowo, szukający Jego Przebaczenia, i dbający o poprawianie stanu ludzkiego ducha – tak swego jak i innych.

M.Fethullah Gülen

Źródło: Islam w Praktyce