Tagi

hafiz-_09041

 

 

Do tych bram nie dla czci
czy zaszczytów, honoru przyszedłem.

By się schronić od klęsk
złego losu, z pokorą przyszedłem.

Od bezkresu mój szlak
do miłości prowadzi na postój.
Tam, gdzie bytu jest kraj,
krocząc drogą z uporem, przyszedłem.

Świeży puszek twych lic,
owoc rajskich ogrodów ujrzałem.
Z pożądaniem, by wziąć
ziele to mandragory – przyszedłem.

Tego skarbu ma strzec
wierny Duch, strażnik owej skarbnicy.
Więc jak żebrak przed próg
królewskiego splendoru – przyszedłem.

Zmiłowania gdzież jest
twa kotwica, o nawo pomocy?
By zatopić swój grzech
w morza łaski przestworach – przyszedłem.

Sława mija i blask…
Chmuro! Błędy zmyj deszczem rzęsistym!
Poznać grzechów mych spis,
czarny rejestr czy spory – przyszedłem.

O H a f i z i e! Zrzuć płat
włosienicy mnichów obłudnych!
Ogniem westchnień bym mógł
palić, w ślad za tą sforą przyszedłem.

 

Tłumaczenie: Ananiasz Zajączkowski

Grafika: internet

Reklamy