Tagi

10660113_688979264514518_5018329666823636834_n

 

Zanim odpowiem na pytanie, jaka jest moim zdaniem duchowość polska, muszę wyjaśnić, co przez duchowość rozumiem. Duch jest tym, co w człowieku nie podlega prawom natury, jest w stosunku do niej suwerenne, a zatem działając w sposób wolny – samo w sobie dokonujące wyborów i za wybory te odpowiedzialne. Tak rozumiany duch jest oczywiście czymś różnym od psychiki, która – jak wielokrotnie miano się już możność przekonać – wpisana jest w porządek natury, podlega jej prawom i może stać się z tej racji przedmiotem przyrodniczych badań. Stare w filozofii rozróżnienie na ducha i duszę nie tylko nie straciło w obecnych czasach ważności, ale stało się jeszcze bardziej oczywiste wobec sukcesów nauki w przedmiotowym opisie ludzkiego ciała i psychiki.

 

Wydaje mi się, że duch jest w człowieku tym, o czym przede wszystkim mówi religia. Gdyby, jak chcą naturaliści, duch nie istniał, a człowiek posiadał jedynie duszę, religia, a już z całą pewnością religia chrześcijańska, straciłaby sens. Bo sens religii wyraża się w wolnym czynie człowieka wybierającego między wezwaniem, które mu zsyła Bóg, a biernym poddaniem się naturze.

 

Gdy myślę o duchowości polskiej, nie mogę oczywiście zapomnieć o tym, że duchowość jest czymś uniwersalnym i w istocie swojej tym samym dla wszystkich ludzi, a więc i dla wszystkich narodów. Pytanie o duchowość polską będzie więc dla mnie raczej pytaniem o świadomość metafizycznej wolności i związanej z nią odpowiedzialności, a także pytaniem o kształt, jaki praca ducha wyrzeźbiła w polskiej materii. Świadomość wolności jest wszak niezbędna dla pracy ducha, kształt ludzki jest tej pracy dziełem. Sądzę, że świadomość wolności jest w Polakach silnie obecna i że kształt polski jest piękny. Polski kształt – to człowiek prawy, człowiek, który uporczywym wysiłkiem woli skierowanej ku dobru, w nieustannej walce z własnymi złymi skłonnościami nagromadził kapitał duchowy, który niełatwo wyczerpać. Nie chcę popadać w mitomanię i twierdzić, że Polacy, w przeciwieństwie do innych narodów, to ludzie cnotliwi, uważam jedynie, że taki jest polski ideał rozwiniętej duchowości.

 

Polacy posiadają przeświadczenie, że życie duchowe w istocie swojej jest praktyczne. Dlatego nie mają skłonności do zawiłych spekulacji teologicznych. Ich znajomość Biblii bywa powierzchowna, ich piśmiennictwo religijne jest sporadyczne i na ogół niesamodzielne. Bywają z tej racji posądzani o brak instynktu metafizycznego. Nie wiem jednak, czy słusznie. Nie wierzą oni wprawdzie w możliwość intelektualnego poszukiwania Boga, ale głoszą przecież konieczność czynu kierowanego religijną intuicją.

 

Może interesujące będzie porównanie duchowości polskiej z całkowicie jej obcą duchowością Dostojewskiego. Osobiste zetknięcie Dostojewskiego z Polakami nastąpiło w carskiej katordze. Dostojewski pisze o przebywających tam Polakach z szacunkiem pomieszanym z niechęcią. Dostojewski Polaków nie rozumie i, jak widać z jego zapisków, zrozumieć nie jest w stanie. Duchowość Dostojewskiego jest intelektualna. Jego bohaterowie chętnie i w każdym miejscu wszczynają rozmowy o Bogu. Są przesyceni metafizyką. Jednak z metafizyki tej praktycznie niewiele wynika. Nie wpływa ona na ich postępowanie. Na przemian szlachetni i nikczemni wiecznie eksperymentują na granicy dobra i zła, tyleż cofając się, co posuwając naprzód. Nie ma w nich tej systematyczności w poszukiwaniu Boga, która buduje człowieka, a możliwa jest jedynie wówczas, gdy zawierzy on bardziej intuicji etycznej niż intelektowi. Są przepełnieni rozpaczą – rozpaczą intelektu, który w poszukiwaniu absolutu usiłuje przekroczyć własne granice. Ich klęski moralne są klęskami pychy. Wydaje im się, że można próbować wznieść się myślą do Boga. Zapominają, że człowiek, jeśli wznosi się do góry, to nie dzięki intelektualnej szamotaninie z samym sobą, lecz w nieustannym napięciu woli przezwyciężającej naturalne i często złe instynkty. Kiedy bohaterowie Dostojewskiego są dobrzy, są dobrzy nie wbrew sobie, ale tą dobrocią, której nie cenił Kant – dobrocią naturalną i instynktowną. Dlatego święci Dostojewskiego są na ogół głupkami, a inteligent może być jedynie szalejącym w samotnej rozpaczy demonem. Cenić religijność Dostojewskiego bardziej niż religijność polską można jedynie wówczas, gdy fetyszyzuje się inteligencję, co łacno prowadzić może do przeświadczenia, że rozszalały bies stoi duchowo wyżej od człowieka prostego a prawego; przeświadczenia całkowicie sprzecznego z Ewangelią.

 

Korzystny klimat dla rozwoju duchowości stwarza polski indywidualizm. Indywidualizm nie pozwala na kreowanie fałszywego podmiotu, jakim jest zbiorowość, i tym samym umożliwia uniknięcie szeregu bałwochwalstw. W czasach ciężkich, w których religia jest tępiona, dzięki indywidualizmowi można zachować sporą przestrzeń, w której jest miejsce na przechowanie kaganka wiary. Inną cechą Polaków korzystną dla rozwoju duchowości jest odporność na wiązanie dobra z sukcesem. Bóg zesłał nam wiele okazji do nabycia tej odporności tak niezbędnej dla wiary.

 

Czy kształt polski, o którym piszę, rzeczywiście żyje w Polakach? Sądzę, że w wysokim stopniu tak. Postronni świadkowie, którzy stykali się z Polakami w trudnych sytuacjach egzystencjalnych, twierdzą, że potrafią się oni zdobyć na wyjątkowy hart, wyjątkową odwagę i solidarność. Czy to w niemieckich obozach jenieckich, czy to w innych miejscach, w których wspólne cierpienie połączyło Polaków z innymi ludźmi, nie mieliśmy powodów do wstydu.

 

Nie sądzę, aby całkiem współcześnie wiele się tu zmieniło. Charakterystyczna wydaje mi się osoba Stefana Kisielewskiego. Szczerze mówiąc, nie zawsze zachwycają mnie płody intelektu Kisiela, uważam, że bywa w swoim pisaniu lekkomyślny, że czasem w analizach brak mu powagi. Ale Kisiel jest poważny w sprawach ducha. Wszystko wyszydza, zawsze wątpi, ale ma jakiegoś dajmoniona, którego słucha. Kisiel jest takim polskim współczesnym Sokratesem.

 

Pisałem, że sednem polskości i w ogóle każdej religijności jest doświadczenie metafizycznej wolności – wolności wyboru między wartościami naturalnymi i nadnaturalnymi. Gdy to doświadczenie nie istnieje, znika religijność. Dlatego poczucie wolności jest tą delikatną rośliną, którą najbardziej należy pielęgnować i chronić, aby wiara nie zamarła. Dlatego należy przeciwstawiać się wszelkim przedmiotowym koncepcjom człowieka, koncepcjom, w których nie ma miejsca na wolność. Najgroźniejsze z nich to pewne doktryny społeczno-polityczne, a także myślenie, które indukuje nauka. Wskutek działania nauki narasta przekonanie, że człowiek jest maszyną w pełni podlegającą prawom natury. Myślenie to zakorzeniło się tak głęboko, że nawet ludzie usiłujący się mu przeciwstawić wpadają często nieświadomie w jego zdradliwe tory. Tak dzieje się na przykład u Miłosza, który walcząc z nauką, proponuje stare zabobony na miejsce naukowych. Nauka jest jednak zbyt wielkim wyzwaniem dla ludzkości, aby można ją było po prostu odrzucić. Wierność prawdzie zobowiązuje nas do trzeźwego patrzenia na gruzy, które nauka pozostawiła na tym miejscu, gdzie istniał kiedyś świat starych religijnych wyobrażeń. Z tego świata można będzie ocalić tylko to, co święte i trwałe. Resztę należy odrzucić jako zbędny balast. W tej trudnej sytuacji polska religijność jest dla nas silnym oparciem. Kultywuje ona to, co jest istotą Ewangelii – czyn człowieka wolnego, suwerennego w stosunku do natury i poza naturą szukającego Boga. Zaleca budowanie ducha ludzkiego z wolności swej korzystającego poprzez czyny, które go kreują. Takiej religii nauka nie może zaszkodzić. Nie daje wszak nauka recept na to, co robić, i zdatna jest jedynie do opisu. Przestrzeń czynu wymyka się jej zachłannym pazurom, co więcej – ona sama zostaje ogarnięta wolnym czynem uczonego szukającego prawdy.

Mirosław Dzielski