Tagi

27

Dawno temu za górami, za lasami do jednego z największych meczetów stolicy, dajmy na to do meczetu Bejazyta, przybył z prowincjonalnego miasteczka pewien niedoświadczony kaznodzieja. Być może należałoby zataić jego imię i nazwać go Husret Hoca, ale nie ma co owijać w bawełnę: człowiek ten był tępym hodżą. Braki w intelekcie nadrabiał paplaniną. Podczas każdego piątkowego nabożeństwa doprowadzał zebranych wręcz do ekstazy. Wzruszał ich do tego stopnia, że niektórzy wypłakiwali ostatnie łzy, a potem mdleli z wycieńczenia. Nie zrozumcie mnie źle, ale w przeciwieństwie do innych hodżów, również mocnych w gębie, szlochanie tłumu wcale go nie roztkliwiało. Wręcz przeciwnie: gdy wszyscy wkoło płakali, on nieporuszenie przemawiał z jeszcze większą siłą, jak gdyby w ten sposób chciał skarcić zgromadzenie. Widocznie wszyscy ci ogrodnicy, świta sułtańska, producenci chałwy, pospólstwo i inni kaznodzieje stali się wiernymi słuchaczami tego człowieka, bo uwielbiali być łajani. No cóż, on nie był psem, co to to nie, lecz po prostu człowiekiem – a błądzić jest rzeczą ludzką – i stojąc przed tymi tłumami, zauważył, że równie przyjemnie jest wywoływać w słuchaczach strach, jak i doprowadzać ich do łez. Gdy jednak zorientował się, że można z tego czerpać niezłe zyski, przebrał miarę i miał czelność głosić: „Jedynym powodem drożyzny, dżumy i klęsk militarnych jest to, że zapomnieliśmy o islamie z czasów Proroka i uwierzyliśmy w inne księgi i kłamstwa, rzekomo przedstawiające wiarę muzułmańską. Czy w czasach Proroka Mahometa odprawiało się mewlity? Czy modlono się w czterdziesty dzień po śmierci człowieka za spokój jego duszy, podawano chałwę i lokumy? Czy w czasach Proroka Mahometa recytowano Koran z zaśpiewem, jakby to była jakaś pieśń? Czy żarliwie i wzniośle wzywający na modlitwę z minaretu muezin, pyszniąc się i kokietując jak zenne, chciał się przypodobać Arabom, pokazując, jak bliski jest mu język arabski? Dzisiaj ludzie chodzą na cmentarze i błagają o przebaczenie, mając nadzieję, że zmarli im pomogą. Pielgrzymują do grobów świętych, czczą kamienie jak poganie, wiążą kawałki materiału, składają obietnice poprawy. Czy w czasach Proroka Mahometa istniały bractwa głoszące takie prawdy?. Wielbiony przez nich mędrzec Ibn Arabi stał się grzesznikiem, przysięgając, że pogański faraon przyjął islam i zmarł jako muzułmanin. Wiadomo, że grzesznikami są członkowie takich bractw muzułmańskich, jak mewlewici, halwetyci i kalenderyci, którzy recytowali Koran w takt muzyki, ośmielali się tańczyć z chłopcami i głosili, że modlą się wspólnie. Dlatego tekke powinny być zniszczone, ich fundamenty przekopane na głębokość siedmiu arszynów, a wydobyła ziemia wrzucona do morza. Dopiero wówczas można by na tym miejscu odprawiać modły”. Podobno ten Husret Hoca, rozogniony, krzyczał, a ślina tryskała z jego ust: „Ach, moi muzułmanie! Picie kawy jest grzechem! Nasz Prorok nie pił kawy, gdyż wiedział, że zaćmiewa ona umysł, powoduje wrzody żołądka, przepuklinę i bezpłodność oraz jest podstępnym wymysłem szatana. Ponadto kawiarnie są miejscami bezeceństw, gdzie wesołkowie i bogacze szukający wrażeń, siedząc obok siebie, oddają się plugawym przyjemnościom! Kawiarnie należy zamknąć jeszcze wcześniej niż tekke! Czy biedacy mają pieniądze na kawę? Ludzie często odwiedzający te miejsca uzależniają się od niej i tracą kontrolę nad umysłem do tego stopnia, że zaczynają wierzyć w gadające psy, w bezpańskie kundle! Tymczasem kundlami są właśnie ci, co przeklinają mnie i naszą religię!”.

Orhan Pamuk fragment książki „Nazywam się czerwień”