Oriana_Fallaci_1

„Za cenę bycia wyśmianą lub okrzykniętą nowym nabytkiem Watykanu, ateistką na drodze do nawrócenia, antyklerykałką poszukującą rozgrzeszenia, krótko mówiąc skruszoną in articulo mortis, wracam do Ratzingera. I mówię: Ratzinger ma rację, gdy pisze, że obecnie Zachód żywi rodzaj nienawiści do samego siebie, że już siebie nie kocha. Że w swojej historii widzi tylko to, co najgorsze, że nie potrafi zobaczyć w niej tego, co wielkie i czyste. Ma rację także wówczas, gdy mówi, że świat wartości, na których Europa zbudowała swoją tożsamość (moje wyjaśnienie: wartości odziedziczonych po starożytnych Grekach i Rzymianach, i po chrześcijaństwie), zdaje się osiągnąć swój kres albo schodzić ze sceny. Że Europę paraliżuje kryzys jej układu krążenia i że ten kryzys leczy transplantacjami (moje wyjaśnienie: imigracją i wielokulturowością), które mogą jedynie zniszczyć jej tożsamość. I ma rację także wtedy, gdy mówi, że odrodzenie islamu nie karmi się wyłącznie nowym bogactwem krajów posiadających ropę, karmi się także świadomością, że islam może oferować przestrzeń duchowości. Duchowości, której stara Europa i cały Zachód się wyrzekły. Wreszcie ma rację, gdy cytuje Spenglera, twierdzącego, iż Zachód niepowstrzymanie biegnie do własnej śmierci, nie tylko śmierci duchowej, a dalej tak biegnąc, upadnie tak samo, jak upadła cywilizacja egipska, imperium rzymskie, Święte Cesarstwo Rzymskie. Jak upadły i upadną (dodaję ja) wszystkie narody, które zapominają, że posiadają duszę. Zabijamy się, moi drodzy. Zabijamy się moralnym rakiem, brakiem moralności, nieobecnością duchowości. (…)

W sierpniu [2005 roku] zostałam przyjęta na audiencji prywatnej przez Ratzingera, papieża Benedykta XVI. Papieża, który kocha moją pracę od czasu, gdy przeczytał „List do nienarodzonego dziecka” i którego głęboko szanuję, od kiedy zaczęłam czytać jego niezwykle inteligentne książki. Papieża, z którym zgadzam się ponadto w bardzo wielu sprawach. Na przykład kiedy pisze, że Zachód żywi rodzaj nienawiści do samego siebie. Że już siebie nie kocha, że utracił swoją duchowość i ryzykuje nawet utratę swej tożsamości (dokładnie to, co piszę sama, gdy piszę, że Zachód choruje na intelektualnego i moralnego raka. Nie przez przypadek często powtarzam: „Jeśli papież i ateistka mówią to samo, w tym, co mówią, musi być coś straszliwie prawdziwego”).

Znów otwieram nawias. Jestem ateistką, tak. Chrześcijańską ateistką, jak zawsze tłumaczę, ale ateistką. I papież Ratzinger dobrze to wie. W „Sile rozumu” poświęcam cały akapit, by wyjaśnić pozorny paradoks takiego samookreślenia. A wiecie, co on mówi do ateistów takich jak ja? Mówi: „Okej (oczywiście okej jest moje). W takim razie velutisi Deus daretur”. Zachowujcie się tak, jakby Bóg istniał. Słowa, z których wnioskuję, że we wspólnocie religijnej są osoby bardziej otwarte i przenikliwe niż we wspólnocie laickiej, do której należę. (…)

 

Więcej: http://www.polskatimes.pl/aktualnosci/a/fallaci-zabijamy-sie-moralnym-rakiem-upadniemy-pod-naporem-islamskiego-nazizmu-fragment-ksiazki,10485496/3/